Princeton przez dekady sprzedawał studentom i światu prostą obietnicę: ufamy wam nawet na egzaminie. Teraz uczelnia robi krok wstecz i od lata 2026 przywraca proktorów. Powód jest mało romantyczny, ale bardzo współczesny – generatywna AI sprawiła, że system oparty na honorze zaczął się po prostu sypać.

TL;DR

  • Wydział Princeton przegłosował obowiązek proktorów na wszystkich egzaminach stacjonarnych od lata 2026
  • Ankieta Daily Princetonian z 2025 roku wśród 501 studentów ostatniego roku: 29,9 proc. przyznało się do oszustwa, a 28 proc. użyło ChatGPT mimo zakazu
  • 44,6 proc. ankietowanych widziało oszustwo i go nie zgłosiło
  • Liczba stwierdzonych naruszeń wzrosła z 50 w roku akademickim 2021/22 do 82 w 2024/25
  • Dziekan Michael Gordin uzasadniał zmianę przekonaniem, że oszustwa na egzaminach stały się na kampusie powszechne

Princeton przywraca proktorów i kończy model z 1893 roku

Wydział Princeton University przegłosował obowiązek obecności proktorów podczas wszystkich egzaminów stacjonarnych. To odwrót od modelu obowiązującego od 1893 roku, gdy uczelnia oparła egzaminy na honorowym kodeksie i zrezygnowała z bezpośredniego nadzoru. Zmiana ruszy latem 2026.

Według uzasadnienia przedstawionego przez dziekana wydziału Michaela Gordina problemem nie jest już pojedyncze obchodzenie zasad, ale przekonanie studentów i wykładowców, że oszustwa na egzaminach stały się powszechne. W praktyce chodzi przede wszystkim o telefony i narzędzia generatywnej AI, które da się wykorzystać szybko, cicho i bez większego widowiska. System oparty na zaufaniu działa dobrze tylko wtedy, gdy większość wierzy, że reguły mają sens. Na Princeton ta wiara wyraźnie osłabła.

Daily Princetonian pokazał skalę problemu wśród studentów ostatniego roku

Jednym z najczęściej przywoływanych punktów odniesienia jest ankieta opublikowana w 2025 roku przez studencką gazetę Daily Princetonian. Badanie objęło 501 studentów ostatniego roku i pokazało, że 29,9 proc. respondentów przyznało się do oszustwa na co najmniej jednym zadaniu albo egzaminie. Wśród studentów kierunków inżynierskich odsetek był wyższy niż wśród studentów programu BA.

W tej samej ankiecie 28 proc. badanych zadeklarowało użycie ChatGPT przy zadaniach mimo zakazu. Jeszcze mocniej wybrzmiewa inny wynik: 44,6 proc. respondentów twierdziło, że widziało oszustwo kolegi lub koleżanki i nie zgłosiło sprawy. To nie wygląda na margines. To raczej sygnał, że kampusowe normy przestały działać tak, jak Princeton zakładał przez lata.

Michael Laffan i administracja Princeton mówią wprost: studenci przestali reagować

Administracja uczelni tłumaczy, że problem nie polega tylko na samym oszustwie, ale też na zaniku społecznej kontroli. Jeśli ściąganie odbywa się przez telefon albo przy pomocy modelu językowego, inni studenci często nawet nie są pewni, co właśnie widzą. A jeśli są pewni, to niekoniecznie chcą być tymi, którzy uruchomią całą machinę dyscyplinarną.

Profesor historii Michael Laffan mówił w rozmowie z The Atlantic, że obserwował studentów kopiujących odpowiedzi z ChatGPT w lokalach przy kampusie. Do tego dochodzą dane z uczelnianej Komisji Dyscyplinarnej: Princeton stwierdził 50 naruszeń w roku akademickim 2021/22 i 82 w 2024/25. Sam wzrost jest wymowny, choć trzeba pamiętać, że mowa o sprawach wykrytych i doprowadzonych do rozstrzygnięcia, a nie o pełnej skali zjawiska.

Princeton nie jest wyjątkiem, ale tutaj stawka była większa

Doniesienia o powrocie do bardziej „analogowych” form sprawdzania wiedzy pojawiają się też na innych uczelniach. W obiegu są historie o ręcznie pisanych pracach, egzaminach ustnych i większym nadzorze podczas zaliczeń. Profesor z Cornell wyciąga maszyny do pisania nie dlatego, że tęskni za retro, tylko dlatego, że chce zobaczyć realną pracę studenta, a nie wygładzony tekst z modelu.

Na Princeton sprawa brzmi mocniej, bo ta uczelnia zbudowała wokół honorowego kodeksu część własnej tożsamości. To nie był zwykły regulamin, tylko element marki i akademickiego rytuału. Dlatego powrót do proktorów nie jest kosmetyczną zmianą procedury. To korekta filozofii: mniej wiary w samoregulację, więcej klasycznego nadzoru.

AI zmienia egzamin szybciej, niż uczelnie zdążyły zmienić zasady

Najciekawsze w całej historii nie jest to, że Princeton wraca do starego rozwiązania. Ciekawsze jest to, jak szybko uczelnie straciły kontrolę nad samym formatem oceny. Przez lata test, esej domowy czy krótka odpowiedź były w miarę czytelnym sposobem sprawdzania wiedzy. Po upowszechnieniu modeli językowych ten układ przestał być oczywisty.

To dlatego część szkół będzie szła w stronę egzaminów ustnych, pracy na zajęciach i zadań wymagających pokazania procesu myślenia, a nie tylko końcowego tekstu. W Polsce podobną debatę prowadzą już uczelnie i szkoły, choć bez tak głośnego symbolu jak Princeton. Sam zakaz już nie wystarcza, jeśli nauczyciel nie ma jak sensownie sprawdzić, co naprawdę zrobił student.

Honorowy kodeks Princeton nie znika całkiem, ale przestaje być tarczą

To nie jest historia o tym, że AI „zniszczyła edukację”. Bardziej o tym, że obnażyła słabe miejsce systemu, który długo działał siłą przyzwyczajenia i prestiżu. Honorowy kodeks może nadal istnieć jako deklaracja wartości, ale przestał wystarczać jako praktyczny mechanizm zabezpieczający egzaminy.

Moim zdaniem właśnie to jest tu najważniejsze. Princeton nie ogłosił, że studenci nagle stali się mniej uczciwi niż dawniej. Uczelnia przyznała raczej, że koszt oszustwa spadł, a koszt wykrycia wzrósł. W takim układzie nawet piękna tradycja bywa za słaba. Zaufanie potrzebuje dziś procedur.

Źródła:

Ars Technica, The Atlantic, The Wall Street Journal, The Verge, Daily Princetonian

Najczęściej zadawane pytania