Wyobraź sobie, że rzucasz przeglądarce krótkie: „znajdź mi mieszkanie w Warszawie za mniej niż 3000 zł” i idziesz zaparzyć kawę. Google właśnie próbuje dowieźć taką wizję dzięki funkcji „Auto Browse” w Chrome. Pytanie tylko, czy ten cyfrowy pomocnik na pewno nie narobi Ci wstydu lub długów?
Gemini ląduje w panelu bocznym i łączy usługi Google
Kilka miesięcy temu Google zaczęło dość nachalnie promować model Gemini wewnątrz Chrome, ale teraz wchodzimy na zupełnie nowy poziom integracji. Zamiast irytującego okienka typu „pop-up”, sztuczna inteligencja domyślnie otwiera się w panelu bocznym – to sprytny podział ekranu (split-screen), który daje znacznie więcej przestrzeni na konkretne działanie. To proces wdrażania z ostatniego tygodnia, więc jeśli korzystasz z Chrome, koniecznie sprawdź dostępność tej nowości już teraz.
Panel boczny znacząco ułatwia zarządzanie stronami i współpracę z innymi aplikacjami z ekosystemu giganta. Gemini bez problemu sięga po dane z Gmaila, Kalendarza, YouTube, Map, Google Shopping czy usługi Loty – a wszystko to dzieje się bez konieczności opuszczania aktualnie przeglądanej karty. Ta funkcja zadebiutowała w połowie stycznia, ale dopiero teraz Google zaczyna robić wokół niej prawdziwy szum. Jak wspominaliśmy wcześniej, gdy Gmail dostał dawkę Gemini, taka integracja potrafi realnie uprościć życie, choć trzeba przyznać, że AI wciąż miewa momenty, w których kompletnie gubi wątek.
Oto główne punkty styku, które mają ułatwić Ci codzienne surfowanie po sieci:
- Gmail – błyskawicznie podsumowuje wiadomości i wyciąga kluczowe dane do formularzy;
- Kalendarz – automatycznie dodaje wydarzenia bezpośrednio z treści znalezionych na stronach;
- YouTube i Mapy – analizuje materiały wideo lub planuje trasę w czasie rzeczywistym;
- Shopping i Loty – porównuje oferty cenowe bez Twojego żmudnego klikania w każdy link.
Nano Banana pozwala edytować obrazy prosto z sieci
Przeglądarka Chrome wzbogaca się również o narzędzie Nano Banana, służące do generowania i edycji obrazów wspomaganych przez AI – i to bez potrzeby pobierania czegokolwiek na dysk czy ponownego wysyłania plików. Wystarczy otworzyć dowolne zdjęcie na stronie, opisać pożądane zmiany w panelu bocznym Gemini i gotowe. Mechanizm działa identycznie jak w dedykowanej aplikacji Gemini, oferując wybór między nieco wolniejszym, ale dokładniejszym modelem Pro a błyskawicznym wariantem standardowym.
To spora wygoda dla osób, które zajmują się obróbką grafik na co dzień i nie chcą marnować czasu na przełączanie się między oknami. Google oparło to rozwiązanie na modelach Gemini 3, które z zadaniami multimodalnymi radzą sobie odczuwalnie lepiej niż ich poprzednie iteracje. Ironia losu polega na tym, że AI, które jeszcze niedawno wymagało osobnej platformy, teraz siedzi wygodnie w Twojej ulubionej przeglądarce i nie zamierza dać Ci spokoju.
Cała funkcja wpisuje się w szerszy trend – Chrome powoli przeobraża się w centrum kreatywne, choć na ten moment luksus ten zarezerwowany jest głównie dla subskrybentów płatnych planów.
„Auto Browse” bazuje na projekcie Mariner z DeepMind
Głównym daniem tej aktualizacji jest jednak „Auto Browse” – autonomiczny agent przeglądania dostępny obecnie w fazie wczesnego dostępu (preview). Rozwiązanie to bazuje na najnowszych modelach Gemini 3 oraz doświadczeniach zebranych przy eksperymentalnym projekcie Mariner od Google DeepMind. Mariner, który wystartował w 2025 roku, uczył sztuczną inteligencję poruszania się po witrynach w sposób naśladujący człowieka: AI samodzielnie klika, przewija strony i wypełnia pola tekstowe.
Agent dosłownie przejmuje kontrolę nad wirtualną klawiaturą i myszką wewnątrz przeglądarki, otwierając nowe karty oznaczone charakterystyczną, błyszczącą ikoną AI. Możesz zlecić mu kilka zadań jednocześnie, które będą wykonywane w tle – algorytm powiadomi Cię, gdy skończy pracę lub gdy napotka problem wymagający Twojej interwencji. Teoretycznie „Auto Browse” zrobi wszystko to, co Ty: od głębokiego researchu po logowanie do serwisów (oczywiście za Twoją zgodą na dostęp do haseł).
Google mocno podkreśla, że to milowy krok w stronę agentycznej sztucznej inteligencji, gdzie roboty biorą na siebie nudną powtarzalność. Jednak, jak to bywa z nowinkami, narzędzia te bywają kapryśne – bywają wolne i potrafią się zawiesić, co skutecznie potrafi zepsuć całą zabawę z „automatyzacji”.
Przykłady zadań: od polowania na mieszkania po formularze
W codziennym użytkowaniu „Auto Browse” ma radzić sobie z najbardziej uciążliwymi aspektami sieciowej egzystencji. Weźmy na warsztat szukanie mieszkania: podajesz swoje kryteria, a agent samodzielnie przeczesuje portale ogłoszeniowe, porównuje dostępne oferty i serwuje Ci gotowe wyniki. Inny klasyczny scenariusz to automatyczne wypełnianie skomplikowanych formularzy danymi wyciągniętymi bezpośrednio z e-maili lub plików PDF.
Podczas oficjalnych prezentacji Google pokazuje demo, w którym agent loguje się na strony (wyświetlając stosowne ostrzeżenie) i dodaje produkty do koszyka, ale zatrzymuje się tuż przed finalizacją płatności – to Ty musisz ostatecznie „pociągnąć za spust”. Możesz w ten sposób zlecić badanie cen lotów czy zakupów, korzystając z wbudowanych zabezpieczeń przed nadużyciami. Brzmi to obiecująco, choć warto pamiętać, że cała magia dzieje się w chmurze, a nie lokalnie na Twoim sprzęcie.
Wielozadaniowość to ogromny atut: jedno zadanie może być procesowane w jednej karcie, podczas gdy drugie leci w kolejnej. AI prosi o Twój wkład (input) tylko w najbardziej wrażliwych momentach, co ma na celu zminimalizowanie chaosu i pomyłek.
Limity subskrypcji AI Pro i Ultra decydują o zabawie
Niestety, to nie jest zabawa dla każdego – „Auto Browse” to funkcja wyłącznie dla użytkowników premium. Posiadacze planu AI Pro mogą liczyć na 20 zadań dziennie, natomiast subskrybenci AI Ultra dostają ich aż 200. Subskrypcje Google AI Pro (kosztująca około 20 USD miesięcznie) oraz AI Ultra (wyższy próg z jeszcze większymi limitami) stanowią obecnie jedyną bramkę wejściową do tej technologii. Użytkownicy darmowi? Na razie możecie jedynie przyglądać się z boku, choć Google nieśmiało sugeruje, że w przyszłości może udostępnić tę funkcję z bardzo restrykcyjnymi ograniczeniami.
Plan AI Ultra oferuje również znacznie większą pulę kredytów AI miesięcznie (25 tys. w porównaniu do 1 tys. w wersji Pro), co przy wyjątkowo złożonych operacjach ma kluczowe znaczenie. Można powiedzieć, że to dość kosztowna forma lenistwa, ale dla tzw. „power-userów” taka inwestycja może się szybko zwrócić w zaoszczędzonym czasie.
Zestawiając oba plany, Ultra wydaje się naturalnym wyborem dla firm lub osób zawodowo zajmujących się analizą danych – dla przeciętnego użytkownika wersja Pro powinna być w zupełności wystarczająca.
Bezpieczeństwo i prywatność: chmura patrzy na Twoje karty
Trzeba mieć świadomość, że agent streamuje zawartość Twoich kart bezpośrednio do chmurowej infrastruktury Gemini – co oznacza, że Google widzi praktycznie wszystko, co dzieje się na ekranie. Oficjalna polityka „Gemini in Chrome” jasno wskazuje: dane z odwiedzanych witryn trafiają do historii aktywności Gemini (jeśli jest włączona) i są tymczasowo przechowywane na Twoim koncie. Firma nabrała jednak wody w usta w kwestii tego, czy te dane posłużą do dalszego trenowania modeli – w tym temacie milczą jak grób.
Wprowadzono co prawda pewne zabezpieczenia, takie jak blokada automatycznych zakupów, prośby o autoryzację haseł czy rygorystyczne zasady zapobiegające nadużyciom (anti-misuse). Niemniej jednak ryzyko rośnie wraz z uprawnieniami – AI wciąż popełnia błędy, a Twoje prywatne dane wędrują na serwery giganta. Eksperci od cyberbezpieczeństwa ostrzegają: oddanie sztucznej inteligencji pełnej kontroli nad przeglądarką to idealny wektor ataku dla hakerów.
Podsumowując, stoimy przed dylematem: wygoda kontra zaufanie. Czy warto? W przypadku rutynowych i nudnych zadań – prawdopodobnie tak, ale zalecamy stały nadzór. To dość ironiczne, że robot ma nas wyręczyć w lenistwie, a my i tak musimy go pilnować jak niesfornego dzieciaka.
Źródło: Ars Technica (główne źródło), WIRED, TechCrunch, Bloomberg, blog Google (chrome/gemini-3-auto-browse), DeepMind (Project Mariner), The Verge, Tom’s Guide
