Wyobraź sobie, że otwierasz Chrome i składasz materiał jak w Premiere Pro – bez pobierania 50 GB instalatora i walki z licencjami. Tooscut.app obiecuje dokładnie to, a gorąca dyskusja na Hacker News sugeruje, że tym razem to nie są obiecanki bez pokrycia. Twórca projektu, Mohamad Mohebifar, wypuścił swoje dzieło jako poboczny projekt, który błyskawicznie zebrał setki punktów. Sprawdzamy, czy to faktycznie nowa jakość w świecie montażu online.
TL;DR
- Tooscut to zaawansowany, nieliniowy edytor wideo działający w przeglądarce dzięki WebGPU i Rust/WASM
- Narzędzie oferuje nieograniczoną liczbę ścieżek, animacje klatek kluczowych oraz efekty w czasie rzeczywistym
- Pełna prywatność: dzięki File System Access API pliki pozostają na dysku użytkownika i nie trafiają do chmury
- Projekt autorstwa Mohamada Mohebifara jest dostępny na GitHubie na licencji Elastic License 2.0
- Społeczność HN chwali wydajność w Chrome, choć wytyka problemy ze stabilnością w Firefox i Safari
Co kryje się za Tooscut?
Tooscut to nieliniowy edytor wideo (NLE), który rzuca wyzwanie tradycyjnemu podejściu, działając w całości wewnątrz przeglądarki internetowej. Zamiast marnować czas na instalację ociężałych pakietów oprogramowania, po prostu wchodzisz na stronę https://tooscut.app/ i od razu zabierasz się do pracy nad projektem. Za tym ambitnym przedsięwzięciem stoi Mohamad Mohebifar, doświadczony deweloper znany z pracy dla takich marek jak Codemod, Brex czy Shopify, który pierwotnie planował stworzyć jedynie proste narzędzie do dubbingu wideo wspieranego przez AI.
Projekt został udostępniony na GitHubie na zasadach Elastic License 2.0, co otwiera furtkę do komercyjnego wykorzystania, choć z pewnymi obostrzeniami. Wątek na Hacker News błyskawicznie spuchł do ponad 180 punktów i kilkudziesięciu komentarzy, w których entuzjazm miesza się z rygorystycznymi testami użytkowników. Choć testerzy doceniają błyskawiczny start bez zbędnych formalności, niektórzy kręcą nosem na brak szczegółowych informacji o obsługiwanych kodekach bezpośrednio na stronie głównej.
Mohebifar nie ukrywa, że jego ambicją jest stworzenie „Photopea dla świata wideo” – czyli sprawnego narzędzia, które bezboleśnie obsłuży 80% codziennych zadań montażowych. Zapomnij o zakładaniu kont, uciążliwych subskrypcjach czy czekaniu na render w chmurze. Tutaj po prostu wchodzisz, wrzucasz pliki i działasz, co w dobie wszechobecnego modelu SaaS jest odświeżającą odmianą.
Technologie pod maską
Prawdziwym sercem Tooscut jest język Rust skompilowany do WebAssembly (WASM), co pozwala na osiągnięcie wydajności niemal identycznej z aplikacjami natywnymi. Wykorzystanie nowoczesnego standardu WebGPU do kompozycjonowania obrazu sprawia, że podgląd i eksport materiałów odbywają się bez irytujących opóźnień. Warstwę wizualną oparto na TanStack Start – frameworku, który jest równie reaktywny co popularny React, ale przy tym znacznie lżejszy i szybszy w działaniu.
Kwestię bezpieczeństwa i prywatności rozwiązano za pomocą File System Access API, dzięki czemu Twoje multimedia nigdy nie opuszczają lokalnego dysku. Za dźwięk odpowiada Web Audio API, natomiast oś czasu jest renderowana bezpośrednio na elemencie canvas. Twórca musiał zmierzyć się z pisaniem shaderów w języku WGSL, co pozwoliło na zbudowanie fundamentów pod przyszły system wtyczek, który ma jeszcze bardziej rozszerzyć możliwości edytora.
W praktycznych testach przeprowadzonych przez społeczność HN sytuacja wygląda klarownie: w Google Chrome wszystko śmiga aż miło, ale Firefox potrafi się wyłożyć po kilku minutach pracy, co prawdopodobnie wynika z błędów w sterownikach GPU. Z kolei na Safari (nawet na mocnych procesorach Apple M2) działanie bywa rwane. Mohebifar stawia sprawę jasno i rekomenduje korzystanie z Chrome, gdzie wsparcie dla technologii WebGPU jest obecnie najbardziej dopracowane.
Funkcje Tooscut, które przekonują
Tooscut oferuje nieliniową oś czasu z nieograniczoną liczbą ścieżek, gdzie swobodnie możesz układać warstwy wideo (V1, V2) oraz audio (A1), a także korzystać z łączenia klipów i płynnych przejść. Renderowanie osi czasu odbywa się z dużą płynnością, co pozwala na precyzyjną pracę nad materiałem. Co ważne, edytor wspiera animacje klatek kluczowych dla niemal każdego parametru – od pozycji i skali, przez rotację, aż po przezroczystość, a wszystko to z wykorzystaniem krzywych Beziera dla naturalnego ruchu.
Zestaw efektów dostępnych w czasie rzeczywistym obejmuje regulację jasności, kontrastu, nasycenia, a także rozmycie czy zmianę odcienia (hue) – a wszystko to przeliczane jest błyskawicznie przez układ graficzny. Panel właściwości pozwala na dokładne ustawienie parametrów, takich jak pozycja 960×540 czy skala 100%. Choć opcja eksportu jest dostępna w menu File, twórca na razie nie zdradza wszystkich technicznych detali dotyczących finalnych kodeków.
Projektując te funkcjonalności, Tooscut sprytnie omija ograniczenia typowe dla prostych edytorów online w stylu Canvy. Użytkownicy z Hacker News często zestawiają go z Microsoft Clipchamp, podkreślając jednak brak irytujących mechanizmów monetyzacji. Lista kluczowych możliwości edytora obejmuje między innymi:
- obsługę wielu ścieżek wideo i audio z funkcją linkowania klipów
- zaawansowane animacje klatek kluczowych oparte na krzywych Beziera
- efekty wspierane przez GPU: kontrast, saturacja, blur oraz korekcja kolorów
Zalety i bolączki w praktyce
Brak konieczności instalacji to bez wątpienia „killer feature”, który sprawia, że Tooscut jest idealnym rozwiązaniem do szybkich poprawek na obcym sprzęcie. Przetwarzanie plików lokalnie to z kolei ukłon w stronę osób dbających o prywatność – brak przesyłania gigabajtów danych do chmury to ogromna zaleta. Fani na HN zauważają, że wydajność w wielu aspektach dorównuje aplikacjom natywnym, szczególnie jeśli chodzi o responsywność podglądu wideo.
Oczywiście nie obyło się bez pewnych niedociągnięć, z których największym jest słabe wsparcie dla przeglądarki Safari oraz tendencja do crashowania w Firefoksie. Profesjonalni montażyści mogą podchodzić sceptycznie do określenia „pro” w kontekście przeglądarki, wytykając brak zaawansowanych narzędzi edycyjnych, takich jak ripple edit czy precyzyjne przyciąganie (snap). Również zmiana licencji z Polyform na Elastic może budzić pewne wątpliwości u użytkowników komercyjnych.
Tooscut to obecnie narzędzie, któremu bliżej do Photopea niż do pełnoprawnego DaVinci Resolve, ale w swojej niszy radzi sobie świetnie.
W dyskusjach pojawiają się pytania o alternatywy, jak choćby Omniclip.app, jednak Mohebifar na razie skupia się na własnej wizji. Ogólny odbiór jest pozytywny: to obiecujący „disruptor”, który może przejąć 80% prostych zadań, choć do profesjonalnej postprodukcji kinowej jeszcze mu daleko.
Plany i perspektywy rozwoju
Mohamad Mohebifar nie zamierza spoczywać na laurach i już teraz zapowiada wprowadzenie współdzielonych zasobów oraz projektów, co znamy chociażby z Kdenlive. W planach jest także integracja z chmurą oraz funkcje automatycznego montażu oparte na sztucznej inteligencji. Na horyzoncie majaczy system wtyczek – deweloper przygotował już dowód koncepcji (POC) wykorzystujący Open Effects, choć ograniczenie do shaderów WGSL wynika z chęci utrzymania maksymalnej wydajności.
Użytkownicy Hacker News sugerują, że Tooscut mógłby być świetnym komponentem do osadzania w innych aplikacjach webowych, co byłoby strzałem w dziesiątkę dla twórców platform SaaS. Kwestia wersji mobilnej pozostaje otwarta, głównie ze względu na wciąż raczkujące wsparcie dla WebGPU w systemie iOS. Twórca deklaruje również otwartość na dyskusję o licencjonowaniu, sugerując, że model może ewoluować wraz z rozwojem społeczności.
Jeśli projektowi uda się zrealizować cel, jakim jest zaawansowany dubbing AI, Tooscut może zająć unikalną niszę na rynku narzędzi wideo. Postępy prac można śledzić bezpośrednio w repozytorium na GitHubie pod adresem https://github.com/mohebifar/tooscut. Pamiętajmy jednak, że to wciąż wczesna faza rozwoju, więc warto trzymać rękę na pulsie i obserwować kolejne aktualizacje.
Źródła:
https://tooscut.app/, https://news.ycombinator.com/item?id=47471601, https://github.com/mohebifar/tooscut
