Nowy klip Dawida Podsiadły miał promować singiel „Na błysk”, ale rozmowa szybko zeszła na coś innego: użycie AI. Artysta wyjaśnił, że chodziło o postprodukcję, nie o wygenerowanie całego teledysku. To jednak nie wystarczyło, by uciąć zarzuty o brak spójności z jego dotychczasowym wizerunkiem.
TL;DR
- Teledysk do „Na błysk” zawiera sceny przygotowane z użyciem AI przez AiVisioLab
- Informacja o udziale AI pojawiła się w napisach końcowych klipu
- Część fanów zarzuca Dawidowi Podsiadle niespójność z wcześniejszym wizerunkiem
- Artysta twierdzi, że AI miało wspierać tylko postprodukcję wybranych ujęć
Co pokazują napisy końcowe teledysku „Na błysk”?
Dawid Podsiadło opublikował 4 czerwca 2026 roku teledysk do utworu „Na błysk”. W napisach końcowych klipu, dostępnego na kanale YouTube artysty, pojawiła się informacja o udziale studia AiVisioLab oraz nazwiska osób odpowiedzialnych za elementy przygotowane z użyciem AI.
To ważny detal, bo z niego bierze się cała późniejsza dyskusja. Sam klip nawiązuje do estetyki filmu „Zakochany bez pamięci” z 2004 roku i miesza obrazy przypominające pamięć, sen i porwane wspomnienia. AI nie było ukryte, ale skala jego użycia nie została w samych napisach dokładnie opisana.
Dlaczego fani Dawida Podsiadły mają z tym problem?
Krytyka nie dotyczy wyłącznie tego, czy wygenerowane sceny są ładne albo przekonujące. W komentarzach pod klipem na YouTube wraca raczej inny wątek: część odbiorców uważa, że użycie AI słabo pasuje do artysty, który wcześniej kojarzył się z autentycznością, rzemiosłem i bardziej „ludzką” skalą tworzenia.
Pojawiają się też głosy, że nawet częściowe sięgnięcie po generatywne narzędzia daje branży sygnał: to już akceptowalny skrót. I właśnie ten symboliczny wymiar boli fanów najbardziej. Spór jest o sens, nie tylko o technikę montażu.
Co Dawid Podsiadło napisał w wyjaśnieniu?
W reakcji na komentarze Dawid Podsiadło opublikował krótkie oświadczenie, w którym zaznaczył, że sztuczna inteligencja wspomogła postprodukcję, a nie zastąpiła całego procesu tworzenia teledysku. Z jego komunikatu wynika, że chodziło o wsparcie wybranych scen, a nie o zbudowanie całego klipu od zera.
To rozróżnienie jest sensowne, ale ma też oczywisty słaby punkt: bez bardziej precyzyjnego pokazania, które fragmenty powstały w ten sposób i jak duży był ich udział, odbiorcy zostają z ogólną deklaracją. A ogólne deklaracje w sporach o AI zwykle działają średnio.
Czy to jeszcze detal techniczny, czy już problem wizerunkowy?
Moim zdaniem tu już nie chodzi o samą technologię. Gdyby identyczny zabieg zastosował twórca od początku kojarzony z cyfrowym eksperymentem, reakcje pewnie byłyby łagodniejsze. W przypadku Podsiadły część publiczności czyta ten ruch jako test granicy: ile można zmienić w procesie twórczym, zanim pęknie zaufanie do marki artysty.
Dlatego ta historia jest ciekawsza niż zwykły internetowy spór o nowy klip. Pokazuje, że w kulturze AI nie jest dziś neutralnym narzędziem. To komunikat wizerunkowy — nawet wtedy, gdy twórca mówi tylko o postprodukcji.
Źródła:
wirtualnemedia.pl, jastrzabpost.pl, donald.pl, onet.pl, YouTube Dawid Podsiadło
