Wyobraź sobie, że szukasz konkretnego przepisu w Google, dostajesz gotowe podsumowanie wygenerowane przez sztuczną inteligencję, ale odnośniki do źródeł chowają się niczym myszy pod miotłą. Gigant z Mountain View w końcu postanowił to zmienić – Robby Stein, wiceprezydent produktu wyszukiwania, ogłosił właśnie istotne poprawki w interfejsie. Pytanie tylko, czy to wystarczy, by uratować wydawców przed postępującym głodem kliknięć?

TL;DR

  • Wprowadzenie okienek z grupami linków po najechaniu kursorem w AI Overviews na desktopie
  • Bardziej czytelne i opisowe ikony odnośników w odpowiedziach na komputerach i smartfonach
  • Wewnętrzne testy Google sugerują wzrost zaangażowania użytkowników w treści źródłowe
  • Odpowiedź na drastyczny spadek CTR o 32% po wdrożeniu podsumowań AI
  • Możliwy scenariusz wprowadzenia opcji opt-out dla wydawców niechcących karmić AI

Jak teraz wyglądają linki w podsumowaniach AI?

W ramach podsumowań AI oraz trybu AI, Google wdraża na desktopach funkcjonalność wyskakujących okienek. W momencie, gdy najedziesz kursorem na konkretne cytowane źródło, system automatycznie wyświetli listę linków zawierającą nazwy witryn, ikony oraz zwięzłe opisy. W niektórych przypadkach dołączane są nawet miniatury zdjęć z artykułów, co ma ułatwić użytkownikowi szybką nawigację do pełnej treści.

To jednak nie koniec nowości – generowane przez AI odpowiedzi zyskują teraz znacznie bardziej czytelne ikony linków, które precyzyjnie opisują zawartość kryjącą się pod spodem. Rozwiązanie to jest implementowane zarówno na komputerach osobistych, jak i na urządzeniach mobilnych. Proces wdrażania zmian już ruszył, choć gigant tradycyjnie nie podał konkretnego harmonogramu zakończenia pełnego rolloutu.

Eksperci od SEO, tacy jak chociażby Glenn Gabe, oceniają tę funkcję pozytywnie ze względu na jej prostotę i użyteczność. Dzięki temu zabiegowi użytkownik nie musi już mozolnie przeszukiwać bloku tekstu, aby dotrzeć do pierwotnego źródła informacji, co w teorii powinno poprawić doświadczenia płynące z wyszukiwania.

Słowa z pierwszej ręki od Robby’ego Steina

Robby Stein, pełniący funkcję wiceprezydenta produktu w Google Search, ogłosił te nowości za pośrednictwem platformy X we wtorek, 17 lutego 2026.

„Grupy linków będą pojawiać się automatycznie w dedykowanym okienku po najechaniu na nie kursorem na desktopie, co pozwoli Ci błyskawicznie przejść na stronę i pogłębić wiedzę”, poinformował w swoim wpisie.

Zaznaczył również, że od teraz ikony linków staną się bardziej opisowe na wszystkich typach urządzeń.

Stein mocno akcentował pozytywne wyniki testów wewnętrznych przeprowadzonych przez firmę:

„Nasze analizy dowodzą, że odświeżony interfejs mocniej angażuje odbiorców i realnie ułatwia dotarcie do wartościowych treści w sieci”.

Google ewidentnie liczy na to, że ten ruch uciszy krytykę i przełoży się na większą liczbę kliknięć w witryny zewnętrzne.

Pod postem Steina zawrzało, a reakcje są w dużej mierze entuzjastyczne – znana specjalistka Lily Ray określiła nową funkcję jako „dużo lepsze rozwiązanie”. Z drugiej strony barykady stoją jednak wydawcy serwisów kulinarnych, którzy punktują, że sztuczna inteligencja wciąż potrafi fatalnie mieszać fakty w swoich odpowiedziach.

Dlaczego Google musiał zareagować na spadek ruchu?

Obecność podsumowań AI na samym szczycie wyników wyszukiwania od wielu miesięcy skutecznie drenowała ruch z portali wydawców. Zatrważający raport Pew Research wskazuje, że internauci decydują się na kliknięcie w linki umieszczone w takich blokach zaledwie w 1% przypadków. Z kolei analiza przeprowadzona przez GrowthSRC Media obnaża brutalną prawdę: spadek współczynnika klikalności (CTR) dla wyników organicznych wyniósł aż 32%, spadając z poziomu 28% do zaledwie 19%.

Oto kluczowe bolączki, które ta aktualizacja ma w założeniu wyeliminować:

  • mało widoczne źródła cytatów, które gubiły się w gąszczu tekstu generowanego przez AI,
  • brak realnej motywacji użytkownika do opuszczenia wygodnego i szybkiego podsumowania,
  • drastyczny spadek przychodów z reklam w serwisach zewnętrznych przez brak przejść.

Sam Google przyznaje półgębkiem, że otwarta sieć znajduje się obecnie w fazie „szybkiego spadku”. To swoista ironia losu, biorąc pod uwagę, że to ich własne algorytmy uczenia maszynowego powoli pożerają internet, który sami indeksują.

Wprowadzona zmiana to bez wątpienia krok w dobrym kierunku, jednak pozostaje pytanie: czy to wystarczy, by powstrzymać odpływ użytkowników z tradycyjnych witryn?

Presja z Brukseli i wcześniejsze ustępstwa Google

Komisja Europejska już od roku bacznie przygląda się funkcjom wyszukiwania AI od Google pod kątem potencjalnych naruszeń zasad zdrowej konkurencji. Głównym zarzutem jest wykorzystywanie treści tworzonych przez wydawców bez zapewnienia im adekwatnej rekompensaty w ramach odpowiedzi AI. Jak wspominaliśmy w tekście o opcji blokady treści w podsumowaniach AI, twórcy coraz głośniej domagają się pełnej kontroli nad swoją własnością intelektualną.

Google, czując oddech regulatorów na plecach, zaczął już wcześniej linkować do większej liczby źródeł w trybie AI i intensywnie analizuje wprowadzenie opcji opt-out. Od sierpnia trwały testy zintegrowanych linków oraz karuzel prezentujących źródła informacji. Obecne hover pop-upy to po prostu kolejna faza ewolucji tego systemu.

Wszystkie te działania odbywają się pod czujnym okiem unijnych urzędników – Google stara się bronić swojej pozycji, ale presja polityczna i prawna nieustannie rośnie. Czas pokaże, czy Bruksela uzna te kosmetyczne zmiany za wystarczające zadośćuczynienie dla rynku mediów.

Co to oznacza dla użytkowników i wydawców?

Dla przeciętnego użytkownika sieci nowości te oznaczają przede wszystkim łatwiejszy dostęp do materiałów źródłowych – koniec z frustrującym polowaniem na odnośniki ukryte w tekście. Wstępne testy Google napawają optymizmem, sugerując wyższy poziom interakcji. Jednak w świecie mobile sytuacja wygląda nieco inaczej: ikony owszem, są widoczne, ale bez fizycznej myszki funkcja „hover” (najechanie kursorem) po prostu nie istnieje.

Wydawcy mogą po cichu liczyć na skromny wzrost liczby przejść, szczególnie jeśli ich artykuły będą opatrzone chwytliwymi opisami w okienkach. Niemniej, dopóki duże modele językowe będą halucynować – serwując chociażby kompletnie zmyślone przepisy – zaufanie do ekosystemu nie zostanie odbudowane. Google prowadzi tu ryzykowną grę w stylu „coś dam, ale więcej zabiorę” – to rynkowa klasyka w ich wykonaniu.

Podsumowując, dobrze, że zmiany wchodzą teraz, a nie później, ale czy to nie jest jedynie próba gaszenia pożaru szklanką wody w obliczu monopolu AI?

Źródła: The Verge (https://www.theverge.com/tech/880475/google-ai-overviews-ai-mode-links-update), post Robby’ego Steina na X (https://x.com/rmstein/status/2023865995908313531), Search Engine Land (https://searchengineland.com/google-launches-more-visibile-links-in-ai-overviews-and-ai-mode-469441), Search Engine Journal (https://www.searchenginejournal.com/google-says-links-will-be-more-visible-in-ai-overviews/567719)

Najczęściej zadawane pytania