Wyobraź sobie asystenta AI, który nie czeka na twoje wizyty w apce, tylko sam pisze w WhatsAppie czy Slacku. Clawdbot, projekt Petera Steinbergera z 30 tysiącami gwiazdek na GitHubie, działa lokalnie i obiecuje pełną kontrolę. Ale czy ten kosmiczny homar nie okaże się tylko zabawnym eksperymentem?
Kto stoi za Clawdbotem?
Peter Steinberger, twórca PSPDFKit (dziś Nutrient), wrócił z emerytury, by zbudować Clawdbota dla swojego space lobster AI o imieniu Clawd. Projekt wystartował pod koniec 2025 i w ciągu tygodni zgarnął ponad 30 tysięcy gwiazdek na GitHubie, plus masę dyskusji na Hacker News. Ludzie chwalą go za lokalność – zero chmury, pełna prywatność, a asystent gada tam, gdzie ty: w codziennych apkach.
Nie jest to kolejny chatbot do klepania promptów. Clawdbot proaktywnie działa: sprawdza loty, zarządza kalendarzem czy czyści skrzynkę. Federico Viticci z MacStories nazwał go wizją przyszłości osobistych asystentów – takim, jakiego nie dały giganty jak Apple czy Google. Ale z 300 otwartymi wątkami na GitHubie, ironia każe spytać: czy homar nie utonie we własnych błędach?
Popularność wynika z prostoty: instalujesz na Macu, Linuksie czy Windowsie via WSL2, i masz agenta, który pamięta kontekst między sesjami.
Instalacja w w trzech krokach
Zanim w ogóle zaczniesz – sprawdź czy to dla Ciebie. Potrzebujesz:
- Komputera (Mac, Linux, albo Windows z WSL2)
- Około 30-45 minut czasu (nie 5, jak obiecują różne poradniki)
- Kluczy API do Claude albo OpenAI (~20 USD miesięcznie za używanie)
- Odrobiny cierpliwości do terminala
Zamiast przedzierać się przez skomplikowane instrukcje, instalację Clawdbota można sprowadzić do kilku prostych ruchów:
- Fundament: musisz mieć zainstalowane Node.js (serce bota). Pobierasz go jedną komendą przez menedżer pakietów: pnpm add -g clawdbot@latest.
- Automatyczny Start: wpisujesz clawdbot onboard –install-daemon. To najważniejszy moment – bot sam „zadomawia się” w Twoim systemie (Windows, Mac czy Linux) i pilnuje, by zawsze działać w tle, nawet po restarcie komputera.
- Pierwszy sygnał: sprawdzasz, czy wszystko gra, wysyłając testową wiadomość: clawdbot message send…. Jeśli telefon zawibruje – gratulacje, Twój osobisty agent właśnie ożył.
Dla kogo jest Clawdbot?
- Dla wygodnych: instalujesz na Macu i zapominasz. Wszystko działa lokalnie i za darmo (płacisz tylko za zużycie konkretnego modelu AI).
- Dla prosów: jeśli masz własny serwer (np. Synology czy chmurę za 5$), możesz odpalić go w Dockerze.
- Dla ostrożnych: komenda clawdbot doctor działa jak przegląd techniczny – sprawdza, czy Twoje dane są bezpieczne i czy nikt postronny nie dobija się do Twojego asystenta.
Kanały komunikacyjne – od WhatsApp po iMessage
Clawdbot integruje się bezpośrednio z 13 platformami, w tym WhatsApp, Telegram, Slack, Discord, Signal, iMessage oraz Microsoft Teams. Zamiast korzystać z gotowych, chmurowych rozwiązań, projekt wykorzystuje biblioteki takie jak Baileys czy signal-cli, co pozwala na działanie wewnątrz Twojej infrastruktury.
Najważniejsze funkcje systemu:
- Izolacja kontekstu: główny moduł (Gateway) rozdziela ruch na niezależnych agentów. Dzięki temu dane z czatów firmowych na Slacku nigdy nie mieszają się z prywatnymi sesjami na WhatsAppie.
- Obsługa grup: bot posiada mechanizmy mention gating (reaguje tylko na oznaczenia) oraz obsługę tagów odpowiedzi.
- Przetwarzanie mediów: obrazy i pliki audio są automatycznie przesyłane do modułów transkrypcji i analizy, co pozwala asystentowi „rozumieć” zawartość załączników.
- Integracja mobilna: aplikacje na iOS i Androida umożliwiają udostępnianie widoku z kamery lub nagrywania ekranu bezpośrednio do bota (parowanie odbywa się lokalnie przez protokół Bonjour).
W przeciwieństwie do standardowych asystentów LLM, Clawdbot nie czeka na Twoje pytanie. System wykorzystuje harmonogramy (cron) oraz webhooki (np. z Gmaila), aby samodzielnie inicjować akcje. Potrafi przeanalizować historię rozmów, by dopasować styl odpowiedzi do Twojego sposobu pisania, i samodzielnie zarządzać powiadomieniami, zanim w ogóle otworzysz aplikację.
Funkcje Clawdbot – głos, canvas i narzędzia
Clawdbot nie ogranicza się do okienka czatu. To system, który ma uprawnienia do Twojego komputera, widzi Twój ekran i potrafi się odezwać niepytany.
1. Interfejs głosowy i wizualny (Canvas)
- Ciągły dialog: dzięki integracji z ElevenLabs, bot na macOS i mobilkach oferuje tryb Voice Wake i Push-To-Talk. Nie musisz klikać „wyślij” – po prostu gadasz, a on słucha w tle.
- Canvas: to przestrzeń sterowana przez agenta via A2UI. Bot nie tylko generuje tekst, ale dosłownie „wypycha” interfejs użytkownika, resetuje go lub robi szybkie zrzuty stanu (snapy), żeby wiedzieć, na czym skończył.
- Przeglądarka Clawd: Agent ma własne Chrome CDP. Może samodzielnie surfować po sieci, robić screeny stron i uploadować pliki, których potrzebujesz.
2. Narzędzia i systemowe „bebechy”
- Dostęp root: dzięki system.run na macOS, bot może odpalać lokalne skrypty, sprawdzać Twoją lokalizację i wysyłać systemowe notyfikacje.
- Skills Platform: to taki sklep z aplikacjami dla bota. Chcesz, żeby śledził loty albo czytał RSS? Instalujesz odpowiedni pakiet i gotowe.
- Multi-agent: możesz zamknąć agentów w osobnych „workspace’ach”. Ten od pracy nie ma pojęcia, o czym piszesz w sesjach prywatnych. Pełna izolacja danych.
3. Architektura dla freaków (Pi Runtime & Tailscale)
- Pi Agent Runtime: zbudowany na RPC i streamingu narzędzi. Efekt? Wszystko dzieje się natychmiast, bez czekania na przemielenie całego promptu.
- Zarządzanie kolejką: sesje mają historię i kolejkowanie zadań. Funkcja reply-back sprawia, że bot sam do Ciebie wróci z wynikiem, gdy skończy mielić zadanie w tle.
- Prywatny tunel: Clawdbot sam ogarnia Tailscale. Dzięki funkcjom serve i funnel masz bezpieczny dostęp do swojego bota z dowolnego miejsca na świecie, bez wystawiania portów na strzał internetowych botów.
Modele językowe i rekomendacje – Claude górą
Choć Clawdbot dogada się z każdym modelem, Peter Steinberger nie zostawia złudzeń: to Claude od Anthropic (szczególnie Opus 4.5) jest tu mózgiem pierwszego wyboru. W praktyce Claude bije OpenAI na głowę pod względem odporności na wstrzykiwanie promptów i stabilności w długich sesjach – rzadziej „odlatuje”, gdy ma używać Basha czy przeglądarki. System jest jednak przygotowany na każdą ewentualność: wspiera OAuth, a w razie awarii głównego API potrafi błyskawicznie przełączyć się na zapasowe klucze dzięki inteligentnym fallbackom i walidacji heartbeat. Dla fanów pełnej prywatności nowością jest wsparcie dla Ollamy, co pozwala odpalać modele takie jak MiniMax 2.1 całkowicie lokalnie.
W technicznej konfiguracji modeli znajdziesz:
- Rotację i poziomy myślenia: od trybu minimal po xhigh (skrojony pod GPT-5.2 i Codex), co pozwala botowi planować skomplikowane operacje przed ich wykonaniem.
- Samonaprawę kodu: Clawdbot potrafi autonomicznie przepisać własny kod źródłowy, by naprawić błąd, a następnie samodzielnie się zrestartować.
- Higienę kontekstu: sesje są automatycznie przycinane (pruning), co zapobiega halucynacjom i pilnuje, by rachunki za tokeny nie zrujnowały Ci budżetu przy zachowaniu najważniejszych faktów z rozmowy.
Bezpieczeństwo – parowanie DM i sandboxy w Dockerze
W temacie bezpieczeństwa Peter nie bierze jeńców – Clawdbot traktuje każdą nową wiadomość prywatną jako potencjalny atak. Domyślnie działa tu polityka parowania: jeśli ktoś obcy do Ciebie napisze, bot wyświetli mu kod, a sam zignoruje intruza, dopóki ręcznie nie zatwierdzisz go komendą approve. Możesz oczywiście otworzyć bota na cały świat, ale wtedy systemowy „lekarz” (clawdbot doctor) natychmiast zacznie wyć, że igrasz z ogniem.
Wszystko opiera się na twardej izolacji: o ile Twoje główne sesje mają pełny dostęp do narzędzi systemowych, o tyle grupy i kanały publiczne są zamknięte w dockerowych piaskownicach (sandboxach). Tam bot może tylko tyle, na ile pozwala biała lista – zapomnij, że przypadkowy użytkownik na Discordzie zmusi Twojego bota do otwarcia przeglądarki czy buszowania po Twoich plikach.
Moja ocena – plusy, minusy i co dalej z homarem
Clawdbot to taki prywatny asystent z pazurem, który bije komercyjne rozwiązania (jak Qira od Lenovo) brakiem korporacyjnego nadzoru i głęboką prywatnością. Jego największą siłą jest proaktywność – ten „homar” nie czeka grzecznie na Twoje polecenie, tylko sam zabiera się do roboty i ogarnia zadania w tle. Projekt rośnie w szalonym tempie, co widać po setkach zaangażowanych osób i aktualizacjach, które wylatują niemal codziennie.
Ale żeby nie było zbyt różowo: za superinteligentny mózg (Claude) nadal trzeba płacić około 20 dolarów miesięcznie, a darmowe modele na słabszym sprzęcie po prostu łapią zadyszkę. Dodatkowo, choć Clawdbot obiecuje wolność, to wciąż jest na smyczy zewnętrznych dostawców głosu i inteligencji. Dla nowicjusza problemem może być też techniczny próg wejścia – mimo prostego instalatora, długa lista błędów na GitHubie wciąż potrafi trochę przestraszyć.
Co dalej? W planach są jeszcze potężniejsze funkcje i nowe umiejętności. Jeśli lubisz dłubać w ustawieniach i chcesz mieć wpływ na to, jak działa Twój cyfrowy pomocnik, to instaluj go już teraz. Jeśli jednak wolisz produkty dopracowane na błysk, daj mu jeszcze chwilę – ten homar musi po prostu dorosnąć i utwardzić pancerz.
Źródła: GitHub (https://github.com/clawdbot/clawdbot), clawd.bot, Hacker News (https://news.ycombinator.com/item?id=46760237), MacStories (https://www.macstories.net/stories/clawdbot-showed-me-what-the-future-of-personal-ai-assistants-looks-like)
