Wyobraź sobie, że Twój rachunek za prąd szybuje w górę o kilkadziesiąt procent tylko dlatego, że za płotem wyrasta serwerownia wielkości kilku stadionów. W Nowym Jorku demokratki Liz Krueger i Anna Kelles właśnie odpaliły bombę: zaproponowały trzy lata całkowitej przerwy w budowie nowych centrów danych. Czy to koniec bezkarnej pogoni gigantów za mocą obliczeniową dla AI?
TL;DR
- Demokratyczne przedstawicielki legislatury NY, Liz Krueger i Anna Kelles, złożyły projekt ustawy S9144 wprowadzający trzyletnie moratorium na nowe centra danych
- Głównym powodem są obawy o drastyczny wzrost rachunków za energię dla mieszkańców oraz gigantyczne zapotrzebowanie infrastruktury AI na prąd
- Nowy Jork to już szósty stan z takimi restrykcjami; dołączył do Georgii, Vermontu, Virginii, Marylandu i Oklahomy
- Gubernator Kathy Hochul promuje alternatywę: program Energize NY Development, by wymusić na korporacjach uczciwe opłaty za energię
- Ponad 230 organizacji ekologicznych, w tym Greenpeace, domaga się wprowadzenia moratorium na poziomie ogólnokrajowym
Szczegóły projektu ustawy – co dokładnie blokuje?
Projekt ustawy, którego twarzami są senator Liz Krueger oraz członkini izby niższej Anna Kelles, zakłada przynajmniej trzyletnie zamrożenie wydawania pozwoleń na budowę i eksploatację nowych centrów danych. Restrykcje mają dotyczyć obiektów o mocy przekraczającej 20 megawatów – czyli tych największych molochów, które pożerają tyle energii, co średniej wielkości miasta. Eric Weltman z organizacji Food & Water Watch nie gryzie się w język i twierdzi, że to ich autorski pomysł, będący obecnie najbardziej restrykcyjnym prawem tego typu w całych Stanach Zjednoczonych.
Krueger otwarcie przyznaje, że stan Nowy Jork jest „całkowicie nieprzygotowany” na inwazję technologicznych gigantów. Bez natychmiastowego hamulca bezpieczeństwa region może utknąć w energetycznej bańce, za którą ostatecznie zapłacą zwykli odbiorcy prądu. Ustawa S9144 ma dać urzędnikom czas na opracowanie sensownych regulacji środowiskowych, zanim kolejne tysiące serwerów zaczną drenować sieć w Empire State.
Szczyt ironii: wielkie firmy technologiczne pompują miliardy dolarów w infrastrukturę pod modele językowe, a tu nagle dostają czerwone światło na trzy długie lata. Pytanie tylko, czy taki „odwyk” wystarczy, by uchronić Nowy Jork przed widmem blackoutów?
Dlaczego teraz? Centra danych żrą prąd jak szalone
Liczby nie kłamią: analizy wskazują, że sąsiedztwo centrów danych potrafi podbić domowe rachunki za prąd o kilkadziesiąt procent, bo to mieszkańcy często finansują rozbudowę sieci pod potrzeby Big Techu. W dobie szaleństwa na punkcie sztucznej inteligencji, gdy korporacje planują gigantyczne wydatki na infrastrukturę, te obawy stają się realnym problemem. Pojedynczy obiekt tego typu potrafi skonsumować tyle energii, co 100 tysięcy gospodarstw domowych naraz.
Ekolodzy biją na alarm nie tylko w kwestii prądu, ale i wody – systemy chłodzenia serwerów wyparowują miliony litrów każdego dnia. W grudniu ponad 230 organizacji, w tym Friends of the Earth i Greenpeace, wysłało list otwarty do Kongresu, żądając moratorium federalnego. W Nowym Jorku to nie są akademickie rozważania: konkretne badania wiążą obecność serwerowni z wyższymi kosztami życia lokalnych społeczności.
Trochę to złośliwe: wszyscy chcemy czatbotów, które napiszą za nas maila w sekundę, ale mało kto uśmiecha się na widok rachunku za światło, który rośnie jak na drożdżach. Najwyraźniej nadszedł czas na rachunek sumienia.
Bipartisan bunt – Sanders i DeSantis w jednym szeregu
Tu robi się naprawdę ciekawie, bo projekt połączył polityków z zupełnie innych bajek. Progresywny senator Bernie Sanders domaga się moratorium na poziomie krajowym, a konserwatywny gubernator Florydy Ron DeSantis ostrzega, że centra danych wywindują ceny energii tylko po to, by „jakiś czatbot psuł 13-latka online”. To rzadki moment w amerykańskiej polityce, gdy lewica i prawica krzyczą „stop” niemal tym samym głosem.
Choć w samym Nowym Jorku za ustawą stoją głównie Demokraci, to opór społeczny widać w całym kraju. DeSantis skutecznie blokuje podobne inwestycje na Florydzie, a Sanders punktuje zagrożenia w Vermoncie. To jasny sygnał, że problem zasilania dla AI wykracza poza partyjne wojenki – tu chodzi o realne pieniądze w portfelach wyborców.
Wyobraźcie sobie tę scenę: politycy, którzy zazwyczaj skaczą sobie do gardeł, nagle stają ramię w ramię przeciwko farmom serwerów. Wygląda na to, że sztuczna inteligencja potrafi budzić demony populizmu skuteczniej niż cokolwiek innego.
Nowy Jork nie jest wyjątkiem – szósty stan z hamulcem
Jak donoszą Wired oraz Politico, Nowy Jork to już szósty stan, który poważnie rozważa wstrzymanie budowy nowych serwerowni. Podobne kroki podejmowali Demokraci w Georgii, Vermoncie i Wirginii, a także Republikanie w Marylandzie i Oklahomie. Przykładowo w Georgii lokalni prawodawcy dążą do całkowitego zakazu budowy obiektów dedykowanych wyłącznie pod trenowanie modeli AI.
Ten trend wyraźnie przybiera na sile: poszczególne stany próbują kupić sobie czas na stworzenie ram prawnych, zanim technologia zaleje prowincję betonowymi klockami pełnymi procesorów. W naszym wcześniejszym artykule wspominaliśmy o blokadach inwestycji wartych miliardy dolarów – ludzie po prostu wolą święty spokój niż nieustanny szum wentylatorów.
Kluczowe pytanie brzmi: czy ta niechęć jest zaraźliwa? Jeśli Nowy Jork faktycznie przeforsuje moratorium, inne regiony mogą pójść jego śladem, a branża AI będzie musiała szukać prądu i miejsca na serwery poza granicami USA.
Co robi gubernator Hochul? Jej plan kontra bill
Gubernator Kathy Hochul nie zamierza biernie przyglądać się legislacyjnej wojnie. W styczniu ogłosiła start inicjatywy Energize NY Development, która ma ucywilizować proces podłączania wielkich odbiorców energii do sieci. Jej główny cel jest prosty: centra danych mają płacić „uczciwą cenę” za prąd i aktywnie inwestować w odnawialne źródła energii.
To klasyczna kontrpropozycja – zamiast twardego zakazu, Hochul proponuje ścisłe regulacje i dodatkowe opłaty. Jej biuro przekonuje, że można utrzymać stabilność sieci bez uderzania w kieszenie zwykłych obywateli. Choć projekt Krueger i Kelles idzie znacznie dalej, działania gubernator pokazują, że problemu nie da się już dłużej zamiatać pod dywan.
I znów ta ironia: mamy starcie na linii Demokraci kontra Demokraci. Gubernator szuka zgniłego kompromisu, podczas gdy prawodawcy domagają się twardego „nie”. Czas pokaże, kto wyjdzie zwycięsko z tej bitwy o nowojorskie gniazdka elektryczne.
Źródła: TechCrunch (https://techcrunch.com/2026/02/07/new-york-lawmakers-propose-a-three-year-pause-on-new-data-centers/), Wired, Politico, Food & Water Watch, governor.ny.gov, NPR
