Wyobraź sobie, że Twoje dziecko wdycha więcej rtęci tylko dlatego, że serwery AI potrzebują gigawatów prądu. Administracja Trumpa właśnie poluzowała normy emisji z elektrowni węglowych, fundując nam powrót do standardów sprzed 14 lat. Oficjalny powód? Trzeba jakoś nakarmić nienasycony apetyt na energię, jaki generuje sztuczna inteligencja i wielkie modele językowe.

TL;DR

  • EPA zniosła poprawki MATS z 2024, przywracając luźne normy z 2012 roku
  • Elektrownie węglowe w USA odpowiadają za połowę krajowej emisji rtęci
  • Decyzja ma przynieść branży węglowej 78 mln USD oszczędności rocznie od 2028
  • TVA utrzymuje dwie elektrownie węglowe specjalnie dla potrzeb data centerów AI
  • Trump nakazał przedłużenie pracy co najmniej ośmiu zakładów zaplanowanych do zamknięcia

Co to normy MATS i jak Trump je zmienił?

Normy dotyczące rtęci i toksycznych zanieczyszczeń powietrza, znane w branży jako MATS, wprowadzono w 2012 roku za czasów Obamy, by ukrócić trucicielskie zapędy elektrowni węglowych. Choć Biden w 2024 roku postanowił je zaostrzyć, ekipa Trumpa w EPA właśnie wyrzuciła te poprawki do kosza, finalizując decyzję 19 lutego 2026 roku. W efekcie USA cofa się do znacznie mniej restrykcyjnych reguł sprzed niemal półtorej dekady.

Agencja szacuje, że ten ruch wygeneruje 78 milionów dolarów oszczędności rocznie dla sektora węglowego, licząc od 2028 roku. Oficjalna narracja mówi o unikaniu „niepotrzebnych kosztów”, ale trudno nie odnieść wrażenia, że to po prostu prezent dla lobby wydobywczego. Ironia losu polega na tym, że węgiel i tak systematycznie tracił na znaczeniu na rzecz tańszego gazu i odnawialnych źródeł energii.

Ta gwałtowna deregulacja to element większej układanki – planu ekspresowej budowy infrastruktury energetycznej, która ma udźwignąć ciężar nowych centrów danych.

Rtęć z węgla – jakie ma skutki dla zdrowia?

Elektrownie węglowe w USA generują około połowy emisji rtęci – wrednej neurotoksyny, która osadza się w środowisku i kumuluje w łańcuchu pokarmowym. Wysokie dawki tego pierwiastka prowadzą do wad wrodzonych, problemów z nauką u dzieci oraz uszkodzeń nerek i układu nerwowego. To nie są ekologiczne bajki, nawet badania EPA czarno na białym potwierdzają te zagrożenia.

Osłabienie standardów MATS oznacza, że w powietrzu wyląduje więcej rtęci, bo zakłady, które miały zainwestować w nowoczesne filtry, teraz mogą o nich zapomnieć. Nicholas Morales z organizacji Earthjustice grzmi, że to „atak na zdrowie publiczne”, uderzający głównie w ludzi mieszkających w cieniu kominów. Najbardziej oberwą dzieci i kobiety w ciąży.

W tle mamy rosnącą produkcję – od elektryków po fabryki – ale to centra danych AI generują największy głód mocy, stając się idealną wymówką dla reanimacji brudnych źródeł energii.

Centra danych AI pompują zapotrzebowanie na prąd

Budowa potężnych serwerowni dla generatywnej sztucznej inteligencji wykręca liczniki energii w USA do czerwoności – prognozy wskazują na podwojenie zużycia do 2030 roku w niektórych stanach. Giganci technologiczni, tacy jak ci odpowiedzialni za projekt Stargate, potrzebują gigawatów „na wczoraj”, a sieć przesyłowa po prostu nie wyrabia. Właśnie dlatego deregulacja ma ułatwić szybką rozbudowę mocy, nawet jeśli opiera się ona na węglu.

Dobrym przykładem jest TVA, która przedłużyła pracę dwóch elektrowni węglowych, zamiast wysłać je na zasłużoną emeryturę. Tennessee Valley Authority, czyli największy publiczny dostawca prądu w USA, wprost wskazuje na centra danych jako główny powód. Ich obciążenie przemysłowe w 2025 roku sięgnęło już 18%, co odpowiada zapotrzebowaniu 6 milionów gospodarstw domowych.

To nie przypadek, że Trump przyspiesza wydawanie pozwoleń na data centery i linie wysokiego napięcia. Widzi w AI szansę na amerykańską dominację energetyczną, tyle że ceną za ten postęp będzie gęstszy dym nad elektrowniami zamiast czystego miksu energetycznego.

Trump i jego miłość do węgla w erze AI

Prezydent Trump odebrał niedawno od Washington Coal Club tytuł „Niezaprzeczalnego mistrza pięknego, czystego węgla”. Od startu swojej drugiej kadencji zdążył już nakazać utrzymanie w sieci co najmniej ośmiu elektrowni węglowych, które miały zostać wyłączone. Mało tego – dorzucił 175 milionów dolarów wsparcia dla sześciu takich zakładów.

Ta strategia ma zapewnić prąd dla AI, krajowego przemysłu i aut elektrycznych bez czekania na budowę nowych, czystszych źródeł. Departament Energii sypnął groszem na reanimację starych bloków, ogłaszając „stan wyjątkowy w energetyce”. Co ciekawe, Big Tech nie pozostaje dłużny – przykładowo Greg Brockman z OpenAI wspiera Trumpa finansowo, licząc na poluzowanie gorsetu regulacyjnego.

Szczytem ironii jest fakt, że marketingowe bajki technologicznych gigantów o „zielonym AI” brutalnie zderzają się z rzeczywistością. Raporty jasno wykazują zjawisko zwane greenwashingiem, podczas gdy węgiel w najlepsze wraca na salony.

Przykłady: jak TVA wybiera węgiel dla AI?

TVA niedawno wyrzuciła do kosza plany zamknięcia elektrowni Cumberland City oraz Kingston Fossil Plant (1,4 GW mocy zostaje w grze). Powód? Rekordowe zapotrzebowanie generowane przez centra danych AI w Tennessee. Przedstawiciele TVA mówią wprost o wzroście popytu, który mógłby zasilić 6 milionów domów.

Oto kluczowe argumenty, którymi TVA publicznie uzasadnia tę decyzję:

  • Gwałtowny wzrost obciążenia ze strony serwerowni – to już 18% zużycia przemysłowego w 2025 roku.
  • Prognozy zakładające, że popyt ze strony sektora AI podwoi się do 2030 roku.
  • Brak realnych alternatyw – inwestycje w gaz i OZE nie powstają wystarczająco szybko.

To nie jest odosobniony przypadek. Podobne ruchy obserwujemy w Georgii i Kolorado, gdzie właściciele chcieli wygaszać kotły, ale administracja rządowa postawiła weto. Krytycy z Earthjustice punktują tę krótkowzroczność: poświęcamy zdrowie obywateli w imię szybszego działania serwerów.

Źródła: The Verge (główne źródło), EPA.gov (fact sheets i komunikaty), Earthjustice (cytaty i krytyka), Reuters, AP News, S&P Global

Najczęściej zadawane pytania