Dyson znowu robi sprzęt, przy którym najpierw unosi się brew, a dopiero potem czyta specyfikację. CameraJet to szczoteczka z kamerą i automatycznym strumieniem płynu do czyszczenia przestrzeni międzyzębowych. Kosztuje 499 dolarów i właśnie dlatego pytanie nie brzmi „co to jest?”, tylko raczej: czy to faktycznie wygodniejsza higiena, czy jeszcze jeden luksusowy gadżet do łazienki.
TL;DR
- Dyson CameraJet kosztuje 499 dolarów i według firmy trafił do sprzedaży 1 września 2026 roku w dwóch kolorach
- Kamera 100 tys. pikseli analizuje obraz z jamy ustnej 28 razy na sekundę i ma uruchamiać strumień płynu w około 100 ms
- System Gap Optical Targeting ma działać na modelu uczenia maszynowego trenowanym na 470 tys. zdjęć zębów, według komunikacji Dyson
- Dyson twierdzi, że połączenie oscylacji sonicznej i stożkowego strumienia usuwa 69–72% więcej płytki niż wybrane szczoteczki premium w przestrzeniach międzyzębowych
- Obraz z kamery ma być przesyłany do aplikacji MyDyson przez Wi‑Fi
Co Dyson CameraJet robi podczas zwykłego szczotkowania?
Dyson CameraJet łączy szczotkowanie z czyszczeniem przestrzeni międzyzębowych w jednym ruchu. W głowicy producent umieścił kamerę makro o rozdzielczości 100 tys. pikseli, która według materiałów Dyson analizuje wnętrze jamy ustnej 28 razy na sekundę.
Gdy system Gap Optical Targeting wykryje przerwę między zębami, urządzenie ma w około 100 milisekund uruchamiać stożkowy strumień płynu. Dyson podawał przy premierze, że projekt powstawał przez sześć lat i wymagał 16 mln linii kodu. Brzmi to efektownie, ale dla użytkownika ważniejsze jest coś prostszego: szczoteczka ma ograniczyć moment, w którym po myciu zębów i tak trzeba sięgać po nić albo irygator.
Na czym Dyson opiera obietnicę lepszego czyszczenia przerw między zębami?
Dyson tłumaczy, że to właśnie przestrzenie międzyzębowe są najczęściej pomijane w codziennej higienie. W szkicu pojawia się odwołanie do WHO i skali problemów jamy ustnej na świecie, ale ważniejsze jest tu to, na czym firma buduje własny produkt: na tezie, że użytkownicy nie są konsekwentni w nitkowaniu i dlatego trzeba im tę czynność po prostu wbudować w szczoteczkę.
Producent zrezygnował z wąskiego, punktowego strumienia znanego z części irygatorów i postawił na szerszy jet o niższym ciśnieniu. Według Dyson ma to być łagodniejsze dla dziąseł i szkliwa. Z kolei wynik o 69–72% większym usuwaniu płytki dotyczy, według doniesień prasowych i materiałów firmy, porównania z wybranymi szczoteczkami premium w trudno dostępnych miejscach. Bez pełnego opisu metodologii lepiej traktować to jako deklarację producenta niż ostateczny werdykt.
Ile kosztuje Dyson CameraJet i za co właściwie się tu płaci?
Cena startowa to 499 dolarów, więc mówimy o sprzęcie z segmentu, w którym rozsądek zwykle już siada na brzegu wanny i patrzy z dystansu. W zestawie mają być stacja dokująca z szybkim uzupełnianiem płynu, dwie głowice i kabel. Przy kursach zbliżonych do obecnych to wydatek rzędu około 1,9–2 tys. zł, jeszcze przed ewentualną polską marżą i podatkami.
Bloomberg i The Verge przypominają, że Oral-B oraz Philips Sonicare od dawna oferują aplikacje, mapowanie szczotkowania i wskazówki na ekranie. Dyson dorzuca do tego kamerę w głowicy i automatyczne uruchamianie strumienia płynu w czasie rzeczywistym. To realna różnica, ale też taka, za którą płaci się głównie wtedy, gdy naprawdę chcesz mieć wszystko w jednym urządzeniu, a nie osobno szczoteczkę i irygator.
Czy kamera w szczoteczce ma sens poza efektem „wow”?
To jest w tej premierze najciekawsze, bo Dyson nie sprzedaje tu samej kamery, tylko obietnicę lepszego nawyku. Jeśli urządzenie faktycznie wykrywa moment, w którym trzeba doczyścić przerwę między zębami, może oszczędzić trochę tarcia z codzienną rutyną. Dla części osób to wygoda. Dla innych – przerost formy nad umywalką.
Problem w tym, że na premierze wciąż brakowało kilku praktycznych danych: czasu pracy baterii, cen zapasowych głowic i potwierdzonej dostępności w Polsce. A to właśnie takie szczegóły zwykle decydują, czy sprzęt ma sens po pierwszym tygodniu zachwytu. Na dziś CameraJet wygląda bardziej jak pokaz możliwości Dyson niż oczywisty zakup dla przeciętnego użytkownika.
