Wyobraźcie sobie superkomputer Tesli krążący po orbicie, trenujący modele AI w blasku słońca 24/7. Elon Musk właśnie to zapowiedział, restartując Dojo3 – projekt, który pół roku temu pogrzebano. Ale czy kosmiczne ambicje przetrwają ziemskie realia?
Od zamknięcia Dojo do niespodziewanego powrotu
W sierpniu 2025 projekt Dojo wylądował na śmietniku historii, a wraz z nim marzenia o autorskim superkomputerze Tesli. Kluczowi ludzie, z Peterem Bannonem na czele, pokazali firmie środkowy palec i ewakuowali się do startupu DensityAI, a Musk – udając, że wcale mu nie zależy – ogłosił, że rzeźbienie dwóch osobnych architektur (jednej do nauki, drugiej do jazdy) to strata czasu. Uznał, że taniej i prościej będzie postawić na unifikację, zamiast utrzymywać armię inżynierów pracujących nad chipem D1, który i tak właśnie tracił sens istnienia.
Jednak kilka miesięcy sobotnich przeglądów technicznych, podczas których Musk osobiście „motywował” zespół, przyniosło niespodziewany przełom w postaci chipu AI5. Dzięki sprytnej optymalizacji (m.in. zastąpieniu 40 kroków emulacji operacji SoftMax kilkoma natywnymi ruchami krzemu) nowy procesor okazał się nawet 40 razy wydajniejszy od poprzednika. Sukces był na tyle upajający, że 18 stycznia 2026 Elon tradycyjnie zmienił zdanie: ogłosił, że AI5 jest „w dobrej formie”, więc czas odkurzyć markę Dojo i uderzyć w wersję numer trzy.
Roadmapa chipów Tesli: od AI5 do kosmicznego AI7/Dojo3
Obecnie w Teslach „męczy się” AI4, ale nadchodzi AI5 – prawdziwy potwór, który przy poborze mocy rzędu 250W oferuje osiem razy więcej mocy obliczeniowej i dziewięć razy więcej pamięci. To on ma sprawić, że robot Optimus w końcu przestanie przypominać powolnego statystę z filmu sci-fi, a samochody zaczną jeździć same (tym razem naprawdę, masowa produkcja w 2027). Żeby nie było nudno, w kolejce czeka już AI6, na który Tesla wyłożyła Samsungowi skromne 16,5 miliarda dolarów, byle tylko dwukrotnie przebić wydajność „piątki” i nakarmić wiecznie głodne centra danych.
Jednak prawdziwy odlot zaczyna się przy AI7, znanym szerzej jako Dojo3, który ma powstawać w morderczym, 9-miesięcznym cyklu projektowym. Musk ogłosił na X, że ten chip będzie trenować AI… w kosmosie, bo ziemskie kable i ograniczenia infrastruktury najwyraźniej zbyt krępują jego wizję. Jeśli czujecie, że Wasze IQ dorównuje tym ambicjom, Elon zaprasza do rekrutacji pod adresem [email protected] – wystarczy streścić trzy najtrudniejsze problemy, jakie kiedykolwiek rozwiązaliście. Innymi słowy: jeśli nie zhakowałeś Pentagonu w wieku dziesięciu lat, możesz nie dostać odpowiedzi.
Obliczenia AI w kosmosie: zalety, ale i pułapki próżni
Plan jest genialny w swojej prostocie: wynosimy chipy na orbitę, gdzie słońce napieprza w panele 24/7, a my zapominamy o ziemskich rachunkach za prąd i przeciążonych sieciach energetycznych. Musk ma tu „drobne” ułatwienie – własną firmę kurierską SpaceX i Starshipa, który te serwery tam dowiezie, podczas gdy Sam Altman z OpenAI może co najwyżej patrzeć z dołu z zazdrością. To ma być ostateczna ucieczka od ziemskich ograniczeń prosto w objęcia darmowej energii i planowanych giełdowych miliardów z nowej konstelacji.
Jest tylko jeden drobny szkopuł: próżnia to w rzeczywistości gigantyczny termos. Choć laikom wydaje się, że w kosmosie jest „zimno”, to bez powietrza nie da się po prostu postawić wiatraczka, żeby schłodzić rozgrzany krzem. Bez skomplikowanych radiatorów i ciekłych chłodziw Dojo3 po prostu usmażyłoby się we własnym sosie w kilka sekund. Musk jednak, po ewolucyjnym ślepym zaułku jakim było Dojo2, zamierza przeforsować ten pomysł metodą brutalnej siły inżynieryjnej – bo w świecie Tesli, jeśli fizyka stawia opór, to tym gorzej dla fizyki.
Kontekst: Nvidia atakuje FSD, Musk buduje zespół
Na targach CES 2026 Nvidia postanowiła rzucić Tesli rękawicę, pokazując Alpamayo – otwarte modele AI, które mają nauczyć samochody innych marek, jak nie być gorszymi od FSD. Musk, w nietypowym dla siebie przypływie kurtuazji, przyznał, że ogarnięcie wszystkich drogowych absurdów to „super trudne” zadanie, ale jednocześnie dał do zrozumienia, że konkurencja może mu co najwyżej czyścić opony. Dlaczego? Bo Tesla ma to, czego nie kupi się za żadne miliardy: miliardy kilometrów danych z realnego świata, wypluwanych codziennie przez miliony aut, które służą za darmowe króliki doświadczalne.
Restart Dojo3 to jasny sygnał: Tesla kończy z byciem klientem Nvidii czy AMD i przechodzi na całkowitą autarkię. Musk buduje zamknięty ekosystem end-to-end, gdzie autorski krzem siedzi w autach, robotach Optimus i – docelowo – w kosmicznych klastrach. Według jego wizji, te chipy mają nie tylko wyeliminować stłuczki, ale też rewolucjonizować medycynę, podczas gdy my będziemy bezpiecznie drzemać w drodze do pracy. Czy to realny plan zbawienia ludzkości, czy po prostu kolejny etap budowy krzemowego imperium, w którym Elon jest i sędzią, i katem, i dostawcą procesorów? Czas pokaże, ale na razie Musk stawia wszystko na jedną kartę – swoją własną.
Źródło: TechCrunch (https://techcrunch.com/2026/01/20/elon-musk-says-teslas-restarted-dojo3-will-be-for-space-based-ai-compute/), posty Elona Muska na X (ID: 2013034224828215706, 2012756384559817033 i inne), Bloomberg, Tom’s Hardware
