Humanoidalny robot w szpitalu brzmi jak pokaz na konferencji, ale tym razem chodziło o zwykłą, trochę nudną logistykę. University of Tsukuba Hospital sprawdził, czy Unitree G1 da się wpuścić w codzienny rytm placówki i czy z tego wynika coś więcej niż ładne nagrania.
TL;DR
- Unitree G1 (chiński humanoid) testowany w University of Tsukuba Hospital przez Omakase Robotics
- Zadania: prowadzenie pacjentów do pobierania krwi, transport próbek laboratoryjnych, patrole po godzinach
- To pierwsze humanoidalne PoC w japońskim szpitalu – wcześniej dominowały prostsze roboty jak Pepper
- Japonia inwestuje w roboty, by rozwiązać niedobór personelu bez imigracji
- Wyniki PoC pokazują potencjał, ale także ograniczenia w realnych warunkach szpitalnych
Omakase Robotics sprawdziło Unitree G1 w University of Tsukuba Hospital
Pod koniec marca 2026 roku Omakase Robotics we współpracy z Quick przeprowadziło w University of Tsukuba Hospital test proof-of-concept z humanoidalnym robotem Unitree G1. Jak wynika z materiałów wskazanych w źródłach artykułu, próba trwała trzy dni i miała dotyczyć zadań wykonywanych w realnym środowisku placówki. Trzydniowy test nie był więc wyłącznie pokazem w sali demonstracyjnej.
Sam Unitree G1 to humanoidalny robot chińskiej firmy Unitree. W szkicu pojawia się też informacja o cenie startowej od 16 tys. dolarów za wersję bazową, ale bez precyzyjnego wskazania źródła tej wyceny lepiej traktować ją jako orientacyjną. Ważniejsze jest co innego: robot poruszał się po oddziale samodzielnie, korzystając z kamer i oprogramowania Omakase.
Po takim krótkim teście nie da się jeszcze mówić o wdrożeniu na serio. Da się natomiast sprawdzić, czy humanoid nie gubi się w korytarzach, nie blokuje ruchu i umie powtarzalnie wykonać prostą trasę.
Jakie zadania Unitree G1 wykonywał w praktyce?
Według opisu testu Unitree G1 prowadził pacjentów do punktu pobierania krwi, przewoził próbki laboratoryjne między piętrami i patrolował oddziały po zakończeniu przyjęć ambulatoryjnych. To brzmi skromnie, ale właśnie na takich zadaniach najłatwiej ocenić sens robota w szpitalu. Transport próbek wydaje się tu najbardziej sensownym zastosowaniem, bo jest przewidywalny i da się go łatwo wpisać w procedury.
Ciekawszy od samej listy zadań jest ich charakter. To nie są czynności medyczne i nie wymagają decyzji klinicznych. Robot nie diagnozuje, nie podaje leków, nie rozmawia z pacjentem o stanie zdrowia. Ma odciążyć ludzi od biegania po budynku z rzeczami, które trzeba dostarczyć z punktu A do punktu B.
W tekście pojawia się też porównanie do SoftBank Pepper. Różnica jest prosta: Pepper był raczej robotem usługowym do interakcji i prostych scenariuszy, a humanoidalna forma G1 ma dawać większą swobodę przemieszczania się w przestrzeni zaprojektowanej dla ludzi.
Co forma humanoida daje Unitree G1, a gdzie zaczynają się schody?
W teorii humanoidalna sylwetka ma przewagę nad prostszymi robotami jezdnymi, bo lepiej pasuje do budynków projektowanych pod ludzi. Jeśli robot ma korzystać z wind, omijać personel i poruszać się po ciasnych ciągach komunikacyjnych, to taki kształt faktycznie może mieć sens. Środowisko szpitalne jest jednak znacznie mniej przewidywalne niż film promocyjny.
W szkicu pada stwierdzenie, że G1 mógł poruszać się po schodach w ograniczonym zakresie. To brzmi efektownie, ale z punktu widzenia szpitala nie musi być najważniejsze. O wiele ważniejsze jest to, czy robot zachowuje stabilność przy nagłej zmianie trasy, czy nie zatrzymuje się przy tłoku i czy personel nie musi go co chwilę ratować.
I tu zaczyna się mniej widowiskowa część historii. Nawet jeśli humanoid przejedzie czy przejdzie wyznaczoną ścieżkę, nadal trzeba sprawdzić, jak często wymaga korekty, nadzoru i ręcznej pomocy. Dopiero z tego wychodzi realny koszt takiego rozwiązania.
Dlaczego Japonia testuje roboty w szpitalach od lat?
Japonia nie weszła w temat robotów medycznych wczoraj. Kraj od dawna szuka technologicznej odpowiedzi na starzenie się społeczeństwa i niedobór personelu w opiece zdrowotnej oraz opiece długoterminowej. W tym kontekście test Unitree G1 nie jest nagłym zwrotem akcji, tylko kolejną próbą sprawdzenia, które zadania da się zautomatyzować bez rozwalania całego procesu. Presja demograficzna jest tu ważniejsza niż sama moda na humanoidy.
Wcześniej Japonia testowała prostsze systemy: roboty recepcyjne, urządzenia do ćwiczeń grupowych czy platformy transportowe. To ważne, bo pokazuje kierunek. Najpierw automatyzowane są czynności przewidywalne, regularne i mało decyzyjne. Dopiero potem pojawia się pytanie, czy warto sięgać po droższą i bardziej złożoną formę humanoidalną.
W polskim kontekście to też brzmi znajomo, choć skala jest inna. U nas szpitale częściej inwestują w cyfryzację obiegu dokumentów, systemy kolejkowe czy automaty apteczne niż w humanoidy spacerujące po korytarzu.
Jak Unitree G1 wypada na tle innych robotów w ochronie zdrowia?
Porównania między krajami łatwo spłycić, bo pod hasłem „roboty w medycynie” mieszczą się zupełnie różne rzeczy. W Wielkiej Brytanii NHS testuje rozwiązania mocniej związane z diagnostyką i wsparciem decyzji. W Japonii większy nacisk często pada na fizyczną automatyzację prostych zadań w placówkach. To nie ten sam segment, nawet jeśli media wrzucają wszystko do jednego worka.
Warto też odróżnić humanoida od robota, który po prostu dobrze przewozi rzeczy. Jeżeli zadaniem jest transport leków albo próbek, klasyczny robot mobilny bywa tańszy, prostszy i mniej kłopotliwy. Humanoid ma sens dopiero wtedy, gdy jego „ludzka” forma naprawdę przekłada się na dostęp do przestrzeni i czynności niedostępnych dla prostszych maszyn.
Dlatego test w Tsukubie jest ciekawy bardziej jako sprawdzian kierunku niż dowód przewagi konkretnego modelu. Na razie to raczej pytanie: czy szpital faktycznie potrzebuje humanoida, czy po prostu szuka automatyzacji pod bardzo medialną postacią.
Gdzie kończą się możliwości humanoida w szpitalu?
Najuczciwszy element tego typu testów pojawia się zwykle wtedy, gdy opada pierwszy zachwyt. Unitree G1 nie zastępuje pielęgniarek, lekarzy ani personelu pomocniczego w pełnym zakresie. Robot radzi sobie tam, gdzie zadanie jest powtarzalne, otoczenie względnie przewidywalne, a margines błędu niewielki. Bezpośrednia opieka nadal zostaje po stronie ludzi.
W szkicu słusznie wskazano kilka słabych punktów: problemy w nietypowych sytuacjach, ograniczenia chwytu i brak kompetencji społecznych. To ostatnie nie jest detalem. W szpitalu liczy się nie tylko dostarczenie rzeczy na miejsce, ale też reakcja na chaos, stres i potrzeby pacjenta, których nie da się zamknąć w prostym skrypcie.
Do tego dochodzi mało widowiskowa ekonomia: utrzymanie sprzętu, serwis, aktualizacje, szkolenie personelu i nadzór. Robot może ograniczyć część biegania po korytarzach, ale jednocześnie wygenerować nową listę obowiązków wokół siebie.
Co test w Tsukubie mówi o przyszłości robotyki medycznej?
Ten test nie rozstrzyga jeszcze, czy humanoidy staną się standardem w szpitalach. Pokazuje raczej, że placówki i dostawcy technologii szukają zastosowań, które da się obronić operacyjnie, a nie tylko marketingowo. To wciąż etap prób, nie masowego wdrożenia.
Moim zdaniem najciekawsze jest tu przesunięcie oczekiwań. Jeszcze niedawno opowieść o robocie w szpitalu zwykle kończyła się fantazją o zastępowaniu personelu. Dziś sensowniejsza wersja brzmi skromniej: może da się odjąć ludziom część drobnych, powtarzalnych obowiązków. To mniej efektowne, ale dużo bardziej wiarygodne.
Jeśli podobne testy będą się powtarzać, prawdziwe pytanie nie będzie dotyczyć tego, czy humanoid umie chodzić po korytarzu. Chodzi o to, czy robi to taniej, stabilniej i bez dokładania pracy zespołowi. Dopiero wtedy z ciekawostki zrobi się narzędzie.
Źródła:
Robotics 24/7, LinkedIn Per Aspera post, Instagram TBS report, BBC, Substack Faces of Digital Health, Japan Up Close
