Wyobraź sobie, że Twój tekst bierze na warsztat sam Carl Sagan albo Stephen King. Brzmi jak spełnienie marzeń każdego aspirującego twórcy? Grammarly właśnie to umożliwiło, ale z dość istotnym haczykiem: wspomniani autorzy nie mają o tym zielonego pojęcia, a niektórzy z nich spoczywają w grobie od dobrych paru dekad. Czas przyjrzeć się bliżej tej kontrowersyjnej funkcji, która balansuje na granicy inspiracji i cyfrowego nekromantyizmu.
TL;DR
- Grammarly wdrożyło funkcję Expert Review, która symuluje feedback od takich gigantów jak Sagan, King czy Zinsser.
- Firma przeszła rebranding na Superhuman, a sterami dowodzi obecnie CEO Shishir Mehrotra.
- Środowisko akademickie grzmi o scrapingu treści bez zgody autorów i uprzedmiotowieniu dorobku humanistów.
- Testy wykazują, że choć sugestie brzmią znajomo, wbudowany detektor plagiatu miewa spore problemy ze skutecznością.
- Narzędzie trafiło do planów Pro z dopiskiem, że firma nie posiada oficjalnej afiliacji z wymienionymi twórcami.
Co to jest recenzja ekspercka w Grammarly?
Grammarly, które większość z nas kojarzy jako prosty korektor błędów ortograficznych, ewoluowało w potężny kombajn napędzany generatywną sztuczną inteligencją. Ich najnowszym dzieckiem jest recenzja ekspercka – funkcja, która analizuje Twoje wypociny i serwuje poprawki podane w stylu konkretnych autorów lub naukowców. Zapomnij o nudnym, generycznym feedbacku; teraz możesz otrzymać rady inspirowane warsztatem Stephena Kinga czy wizjonerstwem Carla Sagana.
Jak to wygląda w praktyce? Agenci AI starają się dopasować do tematyki Twojego dokumentu, niezależnie od tego, czy męczysz esej o bioróżnorodności, czy szlifujesz brief marketingowy. System podpowiada, jak wzmocnić argumentację, korzystając z „wiedzy” tych wirtualnych ekspertów. Firma asekuracyjnie podkreśla jednak, że to jedynie luźna inspiracja, a nie oficjalne poparcie – specjalny komunikat głosi: „wzmianki o ekspertach służą celom informacyjnym i nie oznaczają współpracy”.
„Nasz agent recenzji eksperckiej bada tekst użytkownika i wykorzystuje duże modele językowe, by wskazać treści ekspertów pomagające ulepszyć pracę”, mówi Jen Dakin, menedżerka ds. komunikacji w Superhuman.
Rebranding na Superhuman i szersza oferta
W październiku 2025 roku CEO Shishir Mehrotra ogłosił wielki rebranding Grammarly na Superhuman, co ma odzwierciedlać nową, szeroką gamę produktów opartych na AI. Kultowy asystent pisania pozostaje pod starą nazwą, ale do ekosystemu dołączają Coda, Superhuman Mail oraz zupełnie nowy pomocnik – Superhuman Go. Mehrotra stwierdził filozoficznie: „gdy technologia działa wszędzie, staje się zwyczajna – co oznacza, że pod maską musi dziać się coś niezwykłego”.
Portfolio firmy spuchło o parafrazator zmieniający styl, narzędzie do „humanizowania” tekstów (by oszukać detektory AI), system przewidujący oceny akademickie oraz ulepszony wykrywacz plagiatu. Recenzja ekspercka to w tym zestawieniu wisienka na torcie – na liście dostępnych mentorów czekają Neil deGrasse Tyson czy zmarły William Zinsser. Oficjalna strona pomocy technicznej szczegółowo wyjaśnia, w jaki sposób agenci AI identyfikują specjalistów najlepiej pasujących do Twojej twórczości.
To jednak nie koniec ekspansji: Grammarly wchłonęło Superhuman Mail oraz Codę, budując kompletne środowisko pracy. Mimo to, sercem biznesu pozostaje pisanie, teraz mocno doprawione agentami AI takimi jak Expert Review.
Jak działają symulowane recenzje i przykłady?
Dobór ekspertów jest ściśle powiązany z kontekstem – przy tekstach naukowych wyskakuje Sagan lub Tyson, przy grozie oczywiście King. Użytkownicy dostają wgląd w inspiracje zaczerpnięte z ich dorobku, choć bez bezpośredniego dostępu do źródłowych dzieł. Nie da się ukryć, że to efekt treningu na ich tekstach, mimo że kwestia legalności masowego pobierania danych (scrapingu) pozostaje śliska, zwłaszcza w obliczu narastającej fali pozwów o prawa autorskie.
Podobne rozwiązania, jak choćby Claude recenzujący pliki Word, potwierdzają rynkowy trend: AI staje się cyfrowym korektorem z krwi i kości. Claude recenzuje dokumenty z precyzją człowieka, ale Grammarly idzie o krok dalej, bezceremonialnie pożyczając głosy światowej sławy pisarzy.
Etyczne burze wokół wskrzeszania autorów
Środowisko akademickie nie przebiera w słowach. Vanessa Heggie z University of Birmingham określiła całą sytuację mianem „obsceniczności” – szczególnie gdy system wywołał do tablicy Abulafię tuż po jego śmierci. C.E. Aubin z Yale dodaje z przekąsem: „to nie są recenzje ekspertów, bo tych ekspertów tu nie ma; to obraza dla humanistyki, która redukuje żywych ludzi do ich suchych prac”.
Krytycy dostrzegają w tym cyniczne żerowanie na zmarłych i handlowanie reputacją żyjących twórców. „Prace wyciągnięte bez pytania od żywych i umarłych służą do budowy małych modeli LLM”, grzmią głosy na LinkedIn. Superhuman nie bawi się w prośby o zgodę, zasłaniając się publicznie dostępnymi treściami – pytanie tylko, czy to wystarczające usprawiedliwienie? Ironią losu jest fakt, że o ile King może uznać AI za nieuniknione, to William Zinsser, autor „On Writing Well” z 1976 roku, prawdopodobnie broniłby się przed sępami z Big Techu rękami i nogami.
„Eliminacja osobowości jest straszna sama w sobie, nie wspominając już o tym cynicznym wskrzeszaniu zmarłych”, podsumowuje Aubin.
Skuteczność funkcji i ryzyka dla użytkowników
Odkładając etykę na bok – czy to w ogóle działa? Testy przeprowadzone przez WIRED wykazały, że wbudowany detektor plagiatu nie rozpoznał cytatu z „Simpsonów”, choć zapalił czerwoną lampkę przy frazie „ziemia kontrastów”, uznając ją za typowy „AI-yzm”. Studenci mogą przez to ulec złudzeniu, że korzystają z niewinnej pomocy, a nie z narzędzia do oszukiwania, zwłaszcza gdy system sam wystawia im przewidywane oceny.
Nauczyciele już teraz ledwo radzą sobie z zalewem esejów generowanych przez boty, a Grammarly tylko potęguje wrażenie autentyczności takich prac. „Uczniowie zaczynają wierzyć, że mają mentorów, podczas gdy tracą prawdziwych instruktorów”, czytamy w krytycznych analizach. Istnieje też realne ryzyko: tekst „poprawiony” przez wirtualnego Kinga może zostać oflagowany przez detektory AI jako oszustwo, nawet jeśli wkład użytkownika był spory.
W najczarniejszych scenariuszach może to prowadzić do marginalizacji roli wykładowców. Choć Grammarly promuje narzędzia typu AI Detector, testy pokazują w nich spore luki – dlatego do obietnic o „eksperckim wsparciu” warto podchodzić z bardzo dużym dystansem.
Źródła: Wired.com, support.grammarly.com, grammarly.com/blog, youtube.com/@grammarly
