W Cannes AI nie było już pobocznym tematem z panelu „o przyszłości”. Weszło w samo centrum rozmowy o kinie: kto może go używać, do czego i gdzie kończy się narzędzie, a zaczyna pójście na skróty. Na jednym biegunie są Darren Aronofsky i Steven Soderbergh, na drugim Guillermo del Toro. I to właśnie ta różnica mówi dziś o Hollywood więcej niż niejeden festiwalowy manifest.
TL;DR
- Darren Aronofsky podczas AI for Talent Summit mówił o AI jako narzędziu wspierającym twórców, a nie ich zastępującym
- Steven Soderbergh powiedział, że około 10% obrazów w dokumencie o Johnie Lennonie powstało z użyciem AI
- Guillermo del Toro zadeklarował, że nie chce używać AI w swoich filmach
- Demi Moore oceniła, że AI już weszło do branży, choć nie usuwa to pytań o ochronę artystów
- AI for Talent Summit odbyło się 15-16 maja 2026 roku w ramach Marché du Film w Cannes
AI for Talent Summit w Cannes: Darren Aronofsky mówi o narzędziu, nie zastępstwie
Na Croisette, podczas wydarzenia „AI for Talent Summit” organizowanego 15-16 maja 2026 roku przez Marché du Film, Darren Aronofsky przekonywał, że opór wobec AI jest zrozumiały, ale nie musi oznaczać odrzucenia całej technologii. Reżyser „Requiem dla snu” i „Czarnego łabędzia” mówił o praktycznych zastosowaniach narzędzi generatywnych w produkcji i o tym, że część projektów bez nich po prostu nie domknęłaby budżetu albo etapu wykonawczego.
Aronofsky odnosił się też do własnych działań. Jego studio Primordial Soup współpracuje z Google DeepMind przy projektach takich jak krótkometrażowe „Goodnight Lamby”. W tym ujęciu AI ma wspierać twórcę, a nie go udawać. Reżyser porównywał ten moment do wcześniejszych sporów o dźwięk czy efekty specjalne: nowe narzędzie budzi opór, ale z czasem staje się częścią języka kina.
Steven Soderbergh i dokument o Lennonie: ile AI naprawdę trafiło na ekran?
Steven Soderbergh pokazał w Cannes dokument „John Lennon: The Last Interview” i powiedział, że około 10% obrazów w filmie powstało z użyciem AI. Według relacji z festiwalu reżyser współpracował przy tym projekcie z Metą, a wygenerowane sekwencje określał jako „thematic surrealism” – bardziej wizualny komentarz niż próbę podszycia się pod archiwum.
To ważne rozróżnienie, bo spór nie dotyczy już samego użycia AI, tylko sposobu jego oznaczania. Soderbergh podkreślał, że widz powinien wiedzieć, które ujęcia są kreacją, a które materiałem źródłowym. Przejrzystość wobec widza staje się więc równie istotna jak sam efekt artystyczny. W praktyce to podobna logika jak przy CGI: technika jest akceptowalna, jeśli nie udaje dokumentu tam, gdzie nim nie jest.
Film rekonstruuje ostatnie wywiady Johna Lennona i Yoko Ono z 8 grudnia 1980 roku. Soderbergh bronił tego wyboru jako kolejnego narzędzia w warsztacie reżysera. Krytycy pozostają podzieleni: jedni widzą w tym sposób na zbudowanie nastroju, inni – zbędne rozmycie granicy między archiwum a stylizacją. Steven Soderbergh już wcześniej sygnalizował, że chce takie granice testować.
Guillermo del Toro odrzuca AI: spór w Cannes zrobił się bardzo osobisty
Na drugim końcu tego sporu stoi Guillermo del Toro. Reżyser od miesięcy wypowiada się o generatywnej AI z jawną niechęcią i właśnie dlatego jego stanowisko tak mocno wybrzmiało obok wystąpień Aronofsky’ego i Soderbergha. Tu nie chodzi o drobną różnicę zdań, tylko o dwa zupełnie odmienne wyobrażenia kina.
W szkicu festiwalowej debaty to del Toro reprezentuje obóz twórców, którzy widzą w AI zagrożenie dla istoty rękodzieła filmowego: pracy z obrazem, materią, aktorem i decyzją artystyczną podejmowaną bez pośrednictwa algorytmu. To nie jest niuans, tylko twarde „nie”. Obok niego pojawiają się też przykłady budzące podobne emocje – jak AI-generowana „aktorka” Tilly Norwood czy cyfrowy powrót Vala Kilmera. Val Kilmer stał się tu symbolem większego pytania: czy kino jeszcze rekonstruuje, czy już wytwarza obecność od zera?
W tym samym czasie Reese Witherspoon inwestuje w narzędzia storytellingowe oparte na AI. I właśnie dlatego spór nie biegnie dziś między „starym” a „nowym” Hollywood. On przebiega przez sam środek branży.
Demi Moore i Peter Jackson: akceptacja AI, ale pod ludzką kontrolą
Demi Moore, zasiadająca w jury konkursu głównego, przyjęła ton bardziej pragmatyczny niż ideologiczny. Według relacji z Cannes mówiła wprost, że AI już jest częścią branży i nie da się tej zmiany po prostu odwołać. Jednocześnie zaznaczała, że obawy artystów o ochronę pracy i wizerunku są uzasadnione.
Podobnie wypowiadał się Peter Jackson, który porównywał ograniczone użycie AI do wcześniejszych etapów rozwoju technik filmowych. U niego nacisk padał jednak nie na technologię samą w sobie, tylko na osobę, która nią kieruje. Liczy się ludzka wyobraźnia – jeśli to ona nadaje sens narzędziu, wynik może być twórczy. Jeśli nie, zostaje tylko techniczna sztuczka.
To stanowisko wydaje się dziś najbliższe środkowi branżowego sporu. Nie ma w nim zachwytu dla samego AI, ale nie ma też odruchowego zakazu. Jest raczej chłodne pytanie: kto podejmuje decyzję i czy widz wie, co ogląda.
Cannes dopuszcza hybrydy, ale stawia granicę przy filmach w pełni generowanych
Festiwal wysyła przy tym dość czytelny sygnał organizacyjny. Z opisu sytuacji w Cannes wynika, że produkcje hybrydowe, czyli wykorzystujące AI tylko w części procesu albo w wybranych sekwencjach, funkcjonują w obiegu festiwalowym bez większego tabu. Co innego filmy w pełni wygenerowane przez AI – te pozostają poza głównym konkursem.
To ważna granica, bo pokazuje, że nawet instytucje otwarte na eksperyment nie chcą jeszcze stawiać znaku równości między filmem tworzonym przez ludzi z pomocą narzędzi a filmem wygenerowanym niemal od początku do końca. Granica wciąż istnieje, choć jest coraz bardziej negocjowana.
W tle są też pieniądze. Część producentów uważa, że narzędzia AI mogą obniżyć koszt realizacji i pozwolić zrobić więcej średniobudżetowych filmów zamiast jednego widowiska za dziesiątki milionów dolarów. W polskiej branży taki argument też będzie wybrzmiewał, bo przy ograniczonych budżetach każda technologia obiecująca tańszą postprodukcję szybko trafia na radar producentów.
Co Cannes 2026 mówi o przyszłości kina i sporze, który dopiero się rozkręca?
Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że Cannes nie przyniosło jednej odpowiedzi. Zamiast niej dostaliśmy bardzo wyraźną mapę stanowisk. Aronofsky mówi o rozszerzeniu możliwości twórcy. Soderbergh testuje granice i domaga się uczciwego oznaczania AI. Del Toro odrzuca cały kierunek. Demi Moore i Peter Jackson próbują ustawić debatę bliżej praktyki niż manifestu.
To już nie jest rozmowa o odległej przyszłości, tylko o teraźniejszości kina. Partnerstwa z firmami technologicznymi istnieją, konkretne filmy już korzystają z AI, a festiwale zaczynają rozróżniać użycie pomocnicze od pełnej generacji. Hollywood nie mówi jednym głosem i może to nawet lepiej. Gdy wszyscy są zgodni w sprawie nowej technologii, zwykle znaczy to, że ktoś za szybko uznał temat za zamknięty.
W Polsce ten spór też dojdzie na plan zdjęciowy, nie tylko na panele. Zwłaszcza gdy pojawią się pierwsze większe lokalne produkcje testujące AI przy scenopisie, prewizualizacji czy postprodukcji. Na razie Cannes pokazało jedno: pytanie nie brzmi już „czy”, tylko „na czyich zasadach”.
Źródła:
The Guardian, Vanity Fair, Deadline, Hollywood Reporter, Time
