Wyobraźcie sobie, że szef firmy dostarczającej systemy do precyzyjnego wskazywania celów bombardowań nagle zaczyna bawić się w politycznego proroka. Alex Karp, lider Palantir, w najnowszym wywiadzie dla CNBC nie gryzł się w język: twierdzi, że nadchodząca fala automatyzacji zmiecie ekonomiczne fundamenty partii Demokratycznej. Według niego sztuczna inteligencja wzmocni klasę robotniczą, jednocześnie odbierając wpływy dotychczasowym elitom. Brzmi jak scenariusz mrocznego serialu? To realna wizja prosto z serca Doliny Krzemowej.

TL;DR

  • Alex Karp uważa, że AI drastycznie ograniczy siłę nabywczą wykształconych kobiet popierających Demokratów
  • Beneficjentami zmian mają zostać pracownicy fizyczni i techniczni, głównie mężczyźni
  • Palantir aktywnie wdraża w armii USA system Maven do zaawansowanej wizualizacji celów
  • Kontrowersyjna teza Karpa jest odbierana jako próba przypodobania się Republikanom
  • Firma Palantir oficjalnie promuje kulturę „anty-woke” i wspiera amerykański sektor obronny

Co dokładnie powiedział Alex Karp w CNBC?

Podczas czwartkowej rozmowy na antenie CNBC Alex Karp, współtwórca i dyrektor generalny Palantir, podzielił się dość brutalną wizją dotyczącą wpływu sztucznej inteligencji na społeczeństwo. Jego zdaniem branżowi eksperci kompletnie nie doceniają skali, w jakiej te technologie zakłócą dotychczasowy porządek gospodarczy oraz polityczny. „Ta technologia uderza w osoby z wykształceniem humanistycznym – w dużej mierze wyborców Demokratów – i drastycznie uszczupla ich kapitał ekonomiczny. Jednocześnie promuje ona ludzi z fachem w ręku, klasę robotniczą, w której dominują mężczyźni” – wypalił bez ogródek.

Karp odmieniał słowo „disruption” przez wszystkie przypadki, czyniąc z niego niemal mantrę spotkania. Przekaz jest prosty: automatyzacja najmocniej uderzy w posiadaczy dyplomów z nauk społecznych, którzy stanowią żelazny elektorat lewicy, dając jednocześnie fory tym, którzy dotąd czuli się wypchnięci na margines przez system. Przy okazji nie omieszkał wspomnieć o autorskim systemie Maven Smart od Palantir, który służy amerykańskiej armii do wizualizacji potencjalnych celów i przygotowywania ich do eliminacji.

„Jeśli uważacie, że to się politycznie uda, to znaczy, że żyjecie w domu wariatów” – skwitował Karp, ostrzegając tych, którzy próbują ignorować nadchodzące zmiany.

Palantir i Maven: od analizy danych do wskazywania celów

Palantir to nie jest kolejna sympatyczna aplikacja z Doliny Krzemowej – to potężny gracz żyjący z kontraktów rządowych i wojskowych. Ich flagowy system Maven Smart, o którym Karp wspomniał w CNBC, to narzędzie wspierające armię USA w namierzaniu celów i drastycznym skracaniu czasu potrzebnego na podjęcie decyzji o ataku. Pentagon pieje z zachwytu nad tym rozwiązaniem, twierdząc, że ratuje ono życie amerykańskich żołnierzy dzięki optymalizacji procesów decyzyjnych.

Warto odnotować, że podczas ostatnich operacji, m.in. w Iranie, Maven współpracował z modelami Claude od Anthropic w celu ustalania priorytetów dla poszczególnych celów. Palantir nie ogranicza się do dostarczania oprogramowania; oni redefiniują współczesne pole walki, gdzie AI gra pierwsze skrzypce w kwestii precyzji i szybkości działania. Karp zaznacza, że to właśnie Maven Smart System, wdrażany obecnie w całym Departamencie Obrony, zapewnia Stanom Zjednoczonym technologiczną przewagę nad konkurencją.

Ironia losu? Firma budująca narzędzia do prowadzenia wojny bawi się teraz w socjologa i przewiduje przetasowania na rynku pracy. Fakty są jednak nieubłagane: technologia staje się integralną częścią machiny wojennej.

Ostrzeżenie czy oferta handlowa dla Republikanów?

Wielu analityków, w tym publicyści The New Republic, odczytuje słowa Karpa jako zawoalowaną ofertę skierowaną do Partii Republikańskiej. „Moja technologia pozbawi kapitału politycznego waszych ideologicznych wrogów – liberalne kobiety z wyższym wykształceniem – i przekaże go waszym ulubieńcom z klasy robotniczej” – tak Malcolm Ferguson interpretuje narrację szefa Palantir. Biorąc pod uwagę liczbę kontraktów z Pentagonem, brzmi to jak bardzo sprytna strategia biznesowa.

Karp oraz jego biznesowy partner Peter Thiel nigdy nie kryli swoich konserwatywnych sympatii. Firma pozycjonuje się jako całkowicie anty-woke, co wpisuje się w szerszy światopogląd Thiela. Ten już w 2009 roku w głośnym eseju sugerował, że rozszerzenie praw wyborczych na kobiety zaszkodziło idei libertarianizmu. Czy teraz AI ma dokończyć to dzieło i przemodelować demokrację? Karp niby ostrzega Demokratów, ale w praktyce może po prostu sprzedawać Republikanom wizję nowej, cyfrowej ery dominacji.

Ostatecznie rodzi się pytanie: czy to faktycznie prorocza wizja, czy tylko agresywny marketing w politycznym opakowaniu? Czas pokaże, kto na tym wyjdzie najlepiej.

Polityczne powiązania Palantir i wizja Thiela

Peter Thiel, współzałożyciel Palantir, od dekad promuje tezę, że „kapitalistyczna demokracja” to pojęcie wewnętrznie sprzeczne. W swoich pismach z 2009 roku wprost wskazywał, że programy socjalne i zmiany w elektoracie to bariery dla wolności rynkowej. Karp kontynuuje tę linię, budując wizerunek firmy jako pro-amerykańskiej twierdzy walczącej z progresywnymi ideologiami.

Palantir świadomie dystansuje się od liberalnej kultury Doliny Krzemowej, stawiając na twarde kontrakty z sektorem obronnym. Ich oprogramowanie dominuje w analityce danych, ale zawsze z wyraźnym politycznym tłem. Ekipa Trumpa nie kryje fascynacji AI – widzą w niej narzędzie do usprawnienia propagandy i prowadzenia konfliktów, gdzie ewentualne błędy można zrzucić na algorytm.

To, że Karp mówi o „zakłóceniach” właśnie w tym momencie, nie jest dziełem przypadku. To Peter Thiel od samego początku nadawał ton ideologiczny całej organizacji, a obecne wypowiedzi są jedynie rozwinięciem tej długofalowej strategii.

AI a przyszłość demokracji – oksymoron?

Arwa Mahdawi na łamach Guardiana stawia sprawę jasno: „demokracja AI” to czysty oksymoron. Sztuczna inteligencja z natury destabilizuje pojęcie prawdy i ułatwia masową dezinformację – o czym pisaliśmy już w tekście o rojach botów zagrażających demokracji. W takim świecie oligarchowie pokroju Karpa mogą próbować układać rzeczywistość pod własne dyktando.

Karp może mieć rację w kwestii automatyzacji – zawody biurowe i kreatywne faktycznie są na pierwszej linii ognia, choć klasa robotnicza też nie powinna spać spokojnie. Kluczowe pytanie brzmi: czy to realna przestroga, czy raczej radosna wizja świata, w którym liberalne elity tracą głos? Z nutką sarkazmu można stwierdzić: witajcie w czasach, gdy AI nie tylko wskazuje cele dla rakiet, ale i pomaga wybierać prezydentów.

Podobne ruchy widać u innych gigantów, czego przykładem jest OpenAI wspierające Trumpa – o czym przeczytacie w tym miejscu. Demokracja w dobie AI wydaje się dziś bardziej mitem niż realnym planem na przyszłość.

Źródła: The Guardian, CNBC (wywiad Karpa), Business Insider, Wired, The Register, The New Republic

Najczęściej zadawane pytania