Wyobraźcie sobie firmę, która przez dekady kreowała się na zielonego pioniera, a dziś bez mrugnięcia okiem podpala gaz pod serwerami AI. Google, ramię w ramię z Crusoe Energy, stawia w Teksasie elektrownię, która zatruje atmosferę mocniej niż milion samochodów spalinowych. Wygląda na to, że nienasycony apetyt sztucznej inteligencji właśnie skonsumował ostatnie resztki klimatycznych złudzeń giganta z Mountain View.
Projekt Goodnight – gazowa moc dla AI w teksańskiej pustce
W hrabstwie Armstrong, na kompletnym odludziu w teksańskim Panhandle, firma Crusoe Energy złożyła w styczniu wniosek o budowę potężnej elektrowni gazowej o mocy 933 megawatów. Ta gigantyczna instalacja ma zasilić przynajmniej dwa budynki kampusu centrum danych „Goodnight”, ochrzczonego tak na cześć pobliskiej miejscowości. Najnowsze zdjęcia satelitarne nie pozostawiają złudzeń – prace budowlane już ruszyły, a cały kompleks ma funkcjonować w trybie off-grid, czyli całkowicie poza publiczną siecią energetyczną.
Bliska współpraca Google z Crusoe Energy wyszła na jaw dzięki wnikliwemu raportowi Cleanview. Zespół Michaela Thomasa przeanalizował liczący 465 stron wniosek inwestycyjny, łącząc kropki między gigantem a teksańską inwestycją. Rzeczniczka Google, Chrissy Moy, wprawdzie potwierdziła partnerstwo przy samym kampusie, ale asekuracyjnie dodała:
„Nie mamy jeszcze podpisanego kontraktu na tę konkretną elektrownię w Teksasie”.
Choć negocjacje formalnie trwają, maszyny na placu budowy pracują już pełną parą.
Trudno o większą ironię losu, biorąc pod uwagę rodowód Crusoe Energy. Firma zaczynała od wydobywania Bitcoinów przy użyciu gazu odpadowego z pól naftowych, a teraz wykonuje gwałtowny zwrot w stronę AI. To klasyczne podejście typu „energy-first” – moc obliczeniowa musi się zgadzać, nawet jeśli w okolicy zacznie mocno śmierdzieć gazem ziemnym.
Dowiedz się, jak centra danych AI pożerają prąd cztery razy szybciej.
Emisje jak z wielkiego miasta – 4,5 mln ton CO2 rocznie
Nowa elektrownia ma wpompowywać do atmosfery nawet 4,5 miliona ton dwutlenku węgla każdego roku. Żeby uświadomić sobie skalę tego przedsięwzięcia, warto wspomnieć, że całe San Francisco generuje rocznie około 4 milionów ton emisji. Mówimy więc o obciążeniu dla środowiska porównywalnym z wypuszczeniem na drogi niemal miliona dodatkowych samochodów, które krążą po nich bez przerwy.
Michael Thomas z Cleanview nie kryje rozczarowania postawą korporacji:
„Google przez dekady budowało wizerunek lidera czystej energii. Zawsze uważałem ich za najbardziej zaangażowanych w realizację celów klimatycznych. Jednak te projekty sugerują gwałtowny zwrot strategiczny”.
Analiza Cleanview wskazuje, że mamy do czynienia z pierwszą tak bezpośrednią i masową inwestycją Google w infrastrukturę opartą na paliwach kopalnych, co całkowicie burzy dotychczasową narrację firmy.
Problem nie kończy się na samym CO2, choć to on jest głównym winowajcą kryzysu klimatycznego. Podczas gdy dane satelitarne potwierdzają błyskawiczne postępy prac przy instalacjach gazowych, Google próbuje ratować twarz, wskazując na równoległy projekt farmy wiatrowej realizowany z Serena Energy. Niestety, w tym teksańskim spektaklu to gaz ziemny gra główną rolę, a odnawialne źródła energii robią jedynie za statystów.
Od neutralności węglowej do „klimatycznych strzałów w księżyc”
Jeszcze w 2020 roku Google dumnie ogłaszało plan osiągnięcia całkowitej neutralności węglowej do 2030 roku. Korporacja masowo inwestowała w farmy wiatrowe, słońce, a nawet egzotyczną geotermię i atom. Jednak boom na generatywną sztuczną inteligencję brutalnie zweryfikował te plany – w 2024 roku okazało się, że emisje gazów cieplarnianych firmy wzrosły o 48 procent względem roku 2019, co jest bezpośrednim skutkiem rozbudowy centrów danych.
W 2023 roku firma po cichu zrezygnowała z deklaracji o „utrzymywaniu bieżącej operacyjnej neutralności węglowej”. Do 2025 roku ambitne cele środowiskowe zostały zdegradowane do rangi „klimatycznych moonshotów” – ryzykownych projektów, które mogą, ale wcale nie muszą się udać, podobnie jak niegdysiejsze balony dostarczające internet. Oficjalny raport środowiskowy na 2025 rok wspomina już wprost o „znaczących niepewnościach” wynikających z niekontrolowanego wzrostu zapotrzebowania na moc dla AI.
Sundar Pichai i jego ekipa próbują tłumaczyć, że odchodzą od prostego kupowania kredytów węglowych na rzecz realnej rozbudowy sieci energetycznych. Ale dlaczego wybór padł na gaz ziemny? Podczas ostatniej konferencji energetycznej w Houston, Michael Terrell odpowiedzialny w Google za zaawansowaną energię, nabrał wody w usta i milczał jak grób, unikając trudnych pytań o teksańską inwestycję. Neutralność węglowa stała się mitem w obliczu walki o dominację na rynku LLM.
Nie tylko Google – cały Big Tech pali gazem
Teksański projekt to już trzecia znana inwestycja gazowa Google w ostatnim czasie: w październiku świat usłyszał o umowie w Illinois, a w marcu o planach w Nebrasce. Gigant z Mountain View nie jest jednak osamotniony w tym ekologicznym regresie. Meta buduje właśnie kolosalne centrum danych w Luizjanie, które również będzie polegać na gazie ziemnym, a Amazon ma w planach kilka instalacji o mocy wielu gigawatów opartych na tym samym paliwie.
Microsoft nie zostaje w tyle – firma ogłosiła budowę gazowej infrastruktury w Wirginii Zachodniej i właśnie przypieczętowała umowę z koncernem Chevron na dostarczenie 2,5 gigawata energii w zachodnim Teksasie. Jak zauważa Thomas z Cleanview:
„Przez lata hyperscalerzy opierali się pokusie sięgania po gaz. Jednak w ostatnich miesiącach historia mocno się skomplikowała – wyścig zbrojeń w dziedzinie AI wymusił brutalne decyzje”.
Często słyszymy, że Big Tech obiecuje, że AI uratuje klimat, ale rzeczywistość brutalnie obnaża ten greenwashing. W starciu między obietnicami wyborczymi a palącą potrzebą dostarczenia prądu do tysięcy procesorów H100, ekologia zawsze ląduje na szarym końcu.
Dlaczego gaz? I co to znaczy dla AI przyszłości
Sztuczna inteligencja pożera energię w tempie, którego nikt nie przewidział – centra danych Google w krótkim czasie podwoiły swoje zapotrzebowanie na prąd. Ponieważ infrastruktura odnawialna nie nadąża z budową nowych mocy, gaz ziemny został wybrany jako „paliwo pomostowe”. Niestety, bez zaawansowanych systemów wychwytywania węgla, jest to po prostu gigantyczny krok wstecz w walce o planetę.
Google uparcie twierdzi, że inwestycje w gaz nie oznaczają porzucenia celów klimatycznych, lecz są elementem budowy stabilnej sieci energetycznej. Krytycy i analitycy widzą w tym jednak czystą hipokryzję – firma, która chciała być sumieniem branży, dziś pompuje miliardy w paliwa kopalne. Wyścig o dominację w AI sprawił, że maski opadły, a zielony wizerunek okazał się jedynie sprawnym zabiegiem PR-owym.
Co to oznacza dla nas, użytkowników zafascynowanych nowymi technologiami? Taśma produkcyjna coraz potężniejszych modeli językowych nie może zwolnić, a bez stabilnych dostaw prądu cały ten postęp po prostu stanie w miejscu. Pytanie tylko, czy cena, jaką wystawi nam klimat, jest warta kolejnego chatbota. Wygląda na to, że Big Tech już dawno podjął tę decyzję za nas.
Źródła:
The Guardian, Wired, Cleanview newsletter, Axios
