Wyobraźcie sobie prezydenta USA w lśniącej białej szacie, kładącego dłoń na czole chorego w otoczeniu aniołów i… myśliwców. Donald Trump udostępnił taki AI-mem na platformie Truth Social, przekonany, że występuje na nim w roli lekarza. Skończyło się szybkim usunięciem posta i falą krytyki, która nadeszła nawet ze strony jego najwierniejszych, konserwatywnych zwolenników.
TL;DR
- Donald Trump opublikował grafikę AI przedstawiającą go jako Jezusa, bazującą na projekcie Nicka Adamsa
- Internauci dostrzegli niepokojące zmiany: postać żołnierza zamieniła się w skrzydlatego demona
- Post zniknął po 14 godzinach, a Trump tłumaczył, że wziął postać zbawiciela za medyka
- Mimo kontrowersji, polityk udostępnił kolejny obraz, tym razem w uścisku z Chrystusem
- Sytuacja zaogniła konflikt z Watykanem po wcześniejszych atakach na Papieża Leona XIV
Kontrowersyjny post prosto z Truth Social
Donald Trump zafundował swoim obserwatorom na Truth Social niedzielny poranek pełen wrażeń, publikując grafikę wygenerowaną przez sztuczną inteligencję. Na obrazku widzimy polityka w długiej białej szacie z czerwonymi elementami, który wykonuje gest uzdrowienia nad leżącym mężczyzną. Całość dopełnia surrealistyczny sztafaż: w tle unoszą się anioły, latają myśliwce, a tłum wymachuje amerykańskimi flagami. Post wisiał w sieci przez 14 godzin, zanim ostatecznie zniknął z profilu.
Sam zainteresowany, zagadnięty przez reporterów podczas odbierania zamówienia z DoorDash, przyznał, że osobiście wrzucił tę grafikę. „Myślałem, że to ja jako lekarz”, rzucił z rozbrajającą szczerością. Fala krytyki uderzyła jednak błyskawicznie, a najmocniejsze głosy o bluźnierstwie popłynęły z religijnej prawicy. Rod Dreher, znany konserwatysta, stwierdził na łamach Wall Street Journal, że Trump w takim wydaniu „promieniuje duchem Antychrysta”.
To nie jest kolejny żart internetowych śmieszków, ale realny problem wizerunkowy. Historia pokazuje, że Trump uwielbia osobiście zarządzać swoimi mediami społecznościowymi, a jego doradcy rzadko mają odwagę, by powstrzymać go przed publikacją treści, które mogą wywołać światopoglądowy skandal.
Oryginał od MAGA-influencera z lutego
Jak się okazuje, grafika nie była nowym dziełem, lecz przeróbką starszego materiału. Użytkownik serwisu X o nicku S2_Underground szybko odkrył, że obraz bazuje na wersji opublikowanej w lutym przez Nicka Adamsa. Adams, australijski influencer i wielki fan ruchu MAGA, pełni funkcję specjalnego wysłannika ds. turystyki USA i słynie z tworzenia specyficznych treści wspierających byłego prezydenta.
Nick Adams regularnie zalewa sieć pro-Trumpowymi memami AI, w których polityk przybiera mesjanistyczne pozy. Choć jego lutowy post stał się viralem w bańce zwolenników, to edycja udostępniona przez samego Trumpa przekroczyła granice dobrego smaku. Nick Adams oryginalny post potraktował jako fundament, który w procesie dalszej generacji przez AI uległ dość mrocznej mutacji.
Sztab Trumpa nabrał wody w usta w kwestii tego, kto dokładnie odpowiada za edycję grafiki. Wiadomo jednak, że prezydent ma decydujący głos w kwestii swoich kanałów komunikacji, co w przeszłości wielokrotnie prowadziło do podobnych, trudnych do wytłumaczenia wpadek.
For additional context, the image posted to President Trump’s account is an image that initially circulated back in February, but has been altered.
Between the two images, one edit was made. Below is a comparison between the original AI image that was posted (back in February),… https://t.co/tNZN9WOLXA pic.twitter.com/vkEFrsZ7d5
— S2 Underground (@s2_underground) April 13, 2026
Demon w chmurach i inne mutacje AI
Najbardziej niepokojącym elementem nowej wersji jest postać unosząca się w chmurach. W oryginale Adamsa był to żołnierz, jednak algorytmy AI w wersji Trumpa przekształciły go w istotę z kolcami na głowie i ciemnymi skrzydłami. Internauci natychmiast ochrzcili tę postać mianem demona. To jednak nie koniec dziwnych detali: amerykańska flaga zyskała nadmiarową liczbę gwiazd, myśliwce straciły aerodynamiczne kształty, a budynki w tle zamieniły się w rozmytą masę pikseli.
Sztuczna inteligencja poległa również na detalach anatomicznych i tekstowych. Jeden z mężczyzn w czapce z napisem „VETERAN” otrzymał napis w alfabecie amharskim, który redaktorzy The Verge odczytali jako „የቹ፪ጮጎል”. Demon z kolcami na głowie stał się symbolem tego, jak niekontrolowane generowanie treści może obrócić się przeciwko autorowi.
Te błędy, określane w branży jako „edge cases”, pokazują, że AI przy każdej kolejnej iteracji lubi dodawać coś od siebie. W tym przypadku algorytm stworzył mroczny klimat, który całkowicie zepsuł zamierzony, podniosły charakter grafiki.
Usunięcie i kolejny mem z Jezusem
Nagłe usunięcie posta to w przypadku Trumpa rzadkość, sugerująca, że skala backlashu była potężna. Jednak polityk nie zamierzał długo pauzować. Już w następną środę rano opublikował kolejny obraz AI, tym razem przedstawiający go w serdecznym uścisku z Jezusem na tle gwieździstego sztandaru. Całość opatrzył komentarzem:
„Lewicowi szaleńcy mogą tego nie lubić, ale mi się podoba!!!”.
Kontrowersje jednak nie wygasły, a krytycy wskazują na dziwny moment publikacji tych treści. Ataki na religijne symbole nastąpiły tuż po tym, jak Trump nazwał Papieża Leona XIV „słabym”. Jak wspominaliśmy w tekście o Papieżu Leonie XIV kontra AI, Watykan podchodzi do wykorzystywania sztucznej inteligencji w sferze sacrum z ogromnym dystansem.
Wygląda na to, że doradcy wizerunkowi nie są w stanie zapanować nad radosną twórczością swojego szefa. Drugi post z Jezusem jedynie dolał oliwy do ognia, utwierdzając sceptyków w przekonaniu, że granica między polityką a religijnym kiczem została ostatecznie zatarta.
Co to mówi o Trumpie i AI w polityce?
Cała afera doskonale ilustruje, jak Donald Trump wykorzystuje memy AI do budowania swojego wizerunku. Z jednej strony to jego naturalny żywioł – bezpośredni, zaczepny i prowokujący do dyskusji. Z drugiej strony, w erze wszechobecnej dezinformacji, takie obrazy sprawiają, że granica między politycznym żartem a twardą propagandą staje się niemal niewidoczna.
Religijna część elektoratu jest wyraźnie podzielona: dla jednych to wyraz głębokiej wiary, dla innych czyste bluźnierstwo. Wszystko to dzieje się w cieniu napięć na linii Waszyngton-Watykan. Trump od dawna gra kartą mesjanistyczną, co widzieliśmy już przy okazji specyficznych parad czy eventów UFC. AI jako narzędzie kampanii wyborczej wchodzi właśnie w nową, nieprzewidywalną fazę.
Największą ironią pozostaje fakt, że polityk, który forsuje nowe regulacje prawne dla technologii, sam najchętniej testuje ich wytrzymałość. Jak pisaliśmy przy okazji analizy Trumpowych regulacji AI, w jego prywatnym cyfrowym świecie wciąż panuje całkowita samowolka.
Źródła:
The Verge (źródło główne), Reuters, NYT, Wired, BBC, X/S2_Underground
