Wyobraź sobie, że celujesz obiektywem w filiżankę kawy, a zamiast cyfrowego pliku dostajesz papierowy wydruk z grafomańskim rymem. Poetry Camera wygląda jak urocza zabawka z lat 90., ale w środku skrywa chmurę obliczeniową i zaawansowany model językowy. Sprawdźmy, czy ten cyfrowy poeta ma w ogóle sens.

TL;DR

  • Poetry Camera drukuje wiersze AI na papierze termicznym zamiast tradycyjnych zdjęć
  • Druga partia (batch 2) kosztowała 349 dolarów i wyprzedała się na pniu; kolejna w maju
  • Za projektem stoją Kelin Carolyn Zhang (ex-Twitter) oraz Ryan Mather (ex-Google)
  • Urządzenie wykorzystuje Raspberry Pi i modele pokroju GPT do analizy obrazu
  • Werdykt: design przyciąga oko, ale generowana poezja bywa banalna i pozbawiona duszy

Co to właściwie jest Poetry Camera?

Poetry Camera to gadżet, który na pierwszy rzut oka przypomina aparat retro – dostępny w kolorze białym lub wiśniowym, z eleganckim paskiem i… całkowitym brakiem ekranu. Zamiast podglądu zdjęć mamy tu tylko fizyczny przycisk migawki oraz pokrętło, którym wybieramy styl literacki. Urządzenie nie zapisuje obrazów na karcie pamięci; zamiast tego wysyła je do chmury, gdzie sztuczna inteligencja analizuje kadr i układa wiersz, który po chwili wypluwa wbudowana drukarka termiczna. Cały proces, od kliknięcia do gotowego „dzieła” na papierze paragonowym, zajmuje około 30 sekund na wygenerowanie wiersza.

Sprzęt do działania wymaga stabilnego połączenia Wi-Fi, a konfiguracja odbywa się przez prostą aplikację webową po zeskanowaniu kodu QR. Dioda LED wokół spustu migawki informuje o statusie pracy, a czasem sama drukarka komunikuje się z użytkownikiem, drukując krótkie powiadomienia w formie rymowanek. Te proste, fizyczne interakcje bez konieczności gapienia się w smartfona mają swój specyficzny urok – to trochę tak, jakbyśmy przenieśli się do czasów analogowych, ale z procesorem w kieszeni.

Pozostaje jednak pytanie o jakość tej twórczości. Przykładowy utwór zainspirowany widokiem kuchni brzmiał tak:

„Fingers curve the mug

white cabinets hold their

secret:

another April”.

Umówmy się – to raczej poziom losowego generatora haseł z początku 2023 roku, kiedy ChatGPT dopiero uczył nas, jak bardzo potrafi być przewidywalny.

Twórcy i burzliwa historia projektu

Za tym nietypowym projektem stoją Kelin Carolyn Zhang, była projektantka Twittera, oraz Ryan Mather, który wcześniej zbierał doświadczenie w Google. Ich droga do finalnego produktu nie była usłana różami – zaczynali od prymitywnego prototypu wykonanego z kartonu, by po miesiącach iteracji zaprezentować gotowe urządzenie na prestiżowej konferencji Figma Config w 2025 roku.

Podczas wystąpienia twórcy szczerze opowiedzieli o swojej współpracy, która obfitowała we wzloty i upadki, a nawet doprowadziła do ich zawodowego rozstania w 2025 roku. Mimo to Zhang doprowadziła do realizacji drugiej partii produkcyjnej (batch 2) w fabryce w Shenzhen podczas swojej rezydencji w MIT, co pozwoliło odejść od ręcznego składania egzemplarzy w Nowym Jorku. Dzięki optymalizacji procesów cena urządzenia spadła do 349 dolarów, co stanowi połowę pierwotnej kwoty 699 dolarów, a cała partia rozeszła się błyskawicznie.

Kolejna szansa na zakup pojawi się w maju, kiedy to ruszy batch 3 – zamówienia można składać bezpośrednio na stronie poetry.camera. Dla majsterkowiczów przygotowano też wersję open-source na GitHubie, opartą na Raspberry Pi Zero. To ewidentnie projekt zrodzony z pasji i chęci eksperymentowania, a nie chłodny, korporacyjny produkt skrojony pod masowego odbiorcę.

Jak to technicznie działa?

Sercem aparatu jest popularny mikrokomputer Raspberry Pi, który po naciśnięciu migawki przesyła zdjęcie wraz z odpowiednim poleceniem (zależnym od ustawienia pokrętła: haiku, sonet itp.) do chmury obliczeniowej. Tam model językowy, taki jak GPT, analizuje zawartość obrazu i układa tekst. Co ciekawe, aplikacja webowa pozwala na modyfikację promptów – jeśli znudzi nam się poezja, możemy zmusić aparat, by zamiast wierszy serwował nam np. cytaty z „Parku Jurajskiego” dopasowane do tego, co widzi obiektyw.

Trzeba jednak pamiętać o pewnym haczyku: sztucznej inteligencji trzeba czasem wyraźnie zakazać bycia poetą, bo domyślnie ma tendencję do popadania w patetyczne rymy. Inny dostępny tryb pozwala na generowanie prognozy pogody na podstawie widoku za oknem, choć metoda prób i błędów przy ustawianiu własnych poleceń bywa frustrująca. To właśnie brak ekranu i dedykowanej aplikacji mobilnej wymusza na użytkowniku większą dawkę kreatywności i cierpliwości.

Urządzenie ma też swoje humory – po minucie bezczynności przechodzi w tryb uśpienia, co wymaga ponownego wybudzania i łączenia z siecią. Co gorsza, sprzęt nie dogaduje się z hotspotem z iPhone’a, więc testy w terenie odpadają – Poetry Camera najlepiej czuje się w bezpiecznym zasięgu domowego routera.

Testy w praktyce – uroki i frustracje

Allison Johnson z redakcji The Verge poddała aparat intensywnym testom, generując dziesiątki tekstów o butach w przedpokoju czy kuchennych blatach. Wniosek? Większość wierszy brzmi niemal identycznie – są głębokie tylko na powierzchni, a w środku zieje z nich pustka. To typowy przykład „soulless AI”, czyli treści, które są jak puste kalorie. Nawet błędy systemowe aparat próbuje maskować, drukując je w formie wierszy, co za pierwszym razem jest urocze, ale przy szóstym zaczyna po prostu irytować.

Niestandardowe polecenia (custom prompty) działają dość wybiórczo – o ile cytaty filmowe wypadają nieźle, o tyle inne eksperymenty często kończą się fiaskiem. Nigdy nie masz pewności, czy to filtry bezpieczeństwa (guardrails) zablokowały odpowiedź, czy po prostu zawiódł zasięg Wi-Fi. Odnosi się wrażenie, że te wiersze to kalki z ChatGPT z 2023 roku, a efekt nowości zdążył już dawno wyparować.

Design urządzenia bez wątpienia zachwyca, a mechanika działania jest sprytna, jednak poezja to dziedzina wymagająca duszy i emocji. Komputer ich nie posiada, niezależnie od tego, jak bardzo inwestorzy venture capital będą nam wmawiać, że era AGI już nadeszła i maszyny potrafią czuć.

Czy to dla ciebie, czy tylko gadżet?

Poetry Camera to swoisty artefakt czasów, w których wizja AI-poety jeszcze kogoś bawiła. Dzisiaj to propozycja głównie dla fanów estetyki lo-fi, entuzjastów „prompt engineeringu” lub jako ciekawy gadżet do przełamywania lodów na imprezach. Patrząc na nasze teksty o tym, jak klisze pisarskie AI stają się coraz łatwiejsze do wykrycia, widać wyraźnie, że twórczość tego aparatu jest nimi przeładowana.

To nie jest narzędzie dla profesjonalnych fotografów ani tym bardziej dla prawdziwych poetów – to raczej przedmiot kolekcjonerski za 349 dolarów. Osobiście wolałbym pobrać projekt z GitHuba i przerobić go tak, by aparat generował złośliwe memy zamiast słabych rymów. Sztuczna inteligencja w sztuce ma ogromny potencjał, ale w tym konkretnym wydaniu ślizga się jedynie po powierzchni.

Istnieje tu jednak pewna ironia: kamera uczy nas patrzeć na świat poetycko, nawet jeśli sama produkuje maszynowy kicz. Może właśnie w tym zmuszeniu nas do zatrzymania się nad codziennością tkwi jej największa, choć niezamierzona siła?

Źródła:

The Verge, poetry.camera (oficjalna strona), TechCrunch, YouTube Figma Config 2025, X @kelin_online, Raspberry Pi Magazine

Najczęściej zadawane pytania